Powrót do warsztatu zajął nie
dłużej, niż podróż na Wyspy Cienia – Mgła otoczyła ponownie nas oboje,
przeprowadzając bezpiecznie przez czas i przestrzeń. Z ciemności Wysp
trafiliśmy prosto w zalany słońcem warsztat. Było ciepłe południe, jednak w
pracowni szybko zrobiło się mrocznie i zimno. O dziwo zdałam sobie sprawę, że
kompletnie mi to nie przeszkadza.
- Wszystko w porządku, Marie? –
Viego wciąż trzymał mnie za rękę.
- Tak – odpowiedziałam. –
Dziękuję, Viego.
Zrujnowany król uśmiechnął się i
opuścił ręce, a Mgła opadła nieco, zamykając za nami przejście do Wysp.
Odetchnęłam głęboko. Wyspy Cienia wysysały życie z żywych, czułam się zatem
zmęczona, jednak nigdy nie przyznałabym tego Viego - bardzo, bardzo podobało mi
się na Wyspach i zdecydowanie chciałabym tam jeszcze wrócić.
Praca jednak nie mogła dłużej
czekać, już wystarczająco dużo czasu zmarnowałam na planowanie i projektowanie.
Szycie sukni nie było prostą sprawą, trwało też niemało, zatem najwyższy czas,
abym się za to zabrała.
- Będziesz szyła? - zdziwił się
Viego, gdy ułożyłam wszystkie przygotowane szkice na jednym z warsztatów. - Nie jesteś zmęczona, Marie?
- Jestem - przyznałam. - Muszę
już jednak zacząć pracować. Wolałabym nie spóźnić się z zamówieniem.
Viego uśmiechnął się tylko i
skinął głową.
- Nie przemęczaj się tylko,
Marie — zauważył, siadając w jednym z foteli w rogu pracowni. - Zdążysz na
pewno.
Pokiwałam głową i usiadłam do
warsztatu, zabierając się za szycie. Viego w tym czasie czytał, przeglądał mapy
i wytyczał nowe szlaki. Zajął jeden z warsztatów w rogu, gdzie czasami
mamrocząc do siebie, wodził palcami po starych zwojach i mapach.
Moja praca też szła powoli do
przodu. Mimo zmęczenia w pierwszy dzień zdołałam zaprojektować i wykroić nawet
pierwszą partię materiału. Kolejne dni mijały spokojnie i pracowicie. Viego
znikał czasami na kilka godzin, czasami na cały dzień, większość czasu jednak
spędzał, czytając i planując.
Mgła przelewała się z jego serca
po podłodze warsztatu, raz po raz sięgając ku mnie. Ciemne, szepczące, zimne
niczym mroźny lód pasma ogarniały moje ciało, delikatnie i czule tak, by nie
skrzywdzić mnie, a być blisko. Mgła była też coraz odważniejsza, a Viego coraz
częściej musiał przywoływać ją do porządku. Bawiło mnie to, te małe
przepychanki zrujnowanego króla i czarnej osobliwości z Wysp Cienia.
Oliwy do ognia nie raz dodawało
też Ostrze. Miecz pojawiał się czasami sam od siebie, tuż przed Viego,
zwłaszcza gdy ten chciał podejść do mnie. Zrujnowany król ze złością odsuwał od
siebie Ostrze, ale to wracało do mnie, czasami niemal wtulając się wraz z Mgłą
w moje ciało.
Tak miały godziny i dni. Czas
balu powoli zbliżał się, a suknia dla Arii wyglądała coraz lepiej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz