Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kiba inuzuka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kiba inuzuka. Pokaż wszystkie posty

słodkie rozwiązanie

 


Tobirama przechylił głowę na jeden bok, a po chwili na drugi. Powtarzał ten ruch raz za razem tak długo, aż całe jego ciało kołysało się na prawo i lewo.

Na jego zachowanie Kat nie zwróciła najmniejszej uwagi, wciąż przeglądając zwoje i poprawiając widniejące tam pieczęcie. Dealupus siedziała w swoim pokoju przy dużym biurku, które zawalone było papierami i zwojami.

Tobi z kolei nadal kołysał się na łóżku, wpatrując w kobietę. Gdy jego nieme starania nic nie dały, wychylił się mocno i zamruczał z jękiem niczym skarcone dziecko.

- Tobirama? – Kat uniosła w końcu głowę znad zwoju.

- Martwi cię coś – zauważył cicho Uchiha, prostując się na łóżku. – Chodzi o Hidana?

- Nie – zaprzeczyła, wracając do wpisywania pieczęci do zwoju. – Hidan regeneruje się dobrze, zapewne w ciągu kilku godzin się obudzi.

Tobi odetchnął tylko i wstał z łóżka, po czym podszedł do Dealupus i przyklęknął przy niej. Zerknęła na niego nieco speszona, zwłaszcza że chłopak wziął jej ręce w swoje i ścisnął mocno.

- Zatem chodzi o Hyugę?

Kat skrzywiła się nieco, zaraz jednak przymknęła oczy i odetchnęła.

- To nic, Tobirama – zapewniła, układając dłoń na jego policzku. – Najważniejsze, żeby Hidan był szczęśliwy.

- Jesteś nadal beznadziejna we wszelkich kłamstwach, siostrzyczko – zapewnił ją, uśmiechając się uroczo. – Nienawidzisz Hyuga.

Dealupus przewróciła tylko oczyma.

- Teraz to nie ma znaczenia – wyznała cicho. – Tak będzie dobrze, Tobirama.

- Jestem tu zawsze dla ciebie – wyznał Uchiha. – Pamiętaj też, że Hidan nie będzie od ciebie niczego wymagał wobec Hinaty.

- Wiem, wiem. – Kobieta zamachała rękoma i podniosła się. – W ogóle czy ty nie powinieneś być na misji, hm?

- Skończyłem ją rano – zaśmiał się Tobirama. – Wiesz, to rano, które było jakieś siedem godzin temu.

- Oh – westchnęła Kat. – Powinnam sprawdzić, co u Hidana.

Tobirama pokiwał głową i podniósł się wraz z kobietą. Nim wyszli, Uchiha założył na twarz maskę, poprawił swój kołnierz i zamachał zabawnie rękoma.

- Gotowy! – zaśpiewał słodkim głosikiem.

Kat zaśmiała się tylko i otworzyła drzwi, a Tobi pobiegł z krzykiem w swoją stronę.

 

~ * ~

 

Hinata odetchnęła i odgarnęła z czoła Hidana jego jasne włosy. Ninja spał wciąż, mimo że bandaży, które okrywały jego do niedawna niekompletne ciało, ubywało.

Siedziba Brzasku była wybudowana w systemie jaskiń. Hinata widziała dość dobrze, jak potężne jest to założenie, plątanina korytarzy mogła przyprawić o zawrót głowy. Hyuga wychodziła rzadko z pokoju Hidana, znała drogę do kuchni i jeszcze nie odważyła się zagłębić w inne korytarze. Przerażał ją zarówno półmrok, jak i inni członkowie Brzasku.

Cichy jęk od razu zwrócił uwagę kobietki. Hinata usiadła bliżej leżącego na łóżku Hidana i ujęła jego rękę w swoje palce.

- Hidan?...

- Wszystko mnie napieprza – wymruczał niechętnie Hidan. – Co się stało?

- Hidan!

Mężczyzna jęknął nieco głośniej, gdy do jego ciała dopadła Hyuga. Zaraz jednak zamrugał oczyma i uśmiechnął się lekko.

- Hinatka?

- Hidan, nic ci nie jest – wyłkała. – Tak się cieszę, że ci nic nie jest.

- Co się… właściwie niewiele pamiętam, Hinatka.

- Najważniejsze, że tu jesteś!

Hidan odetchnął i przymknął oczy, obejmując jedną dłonią tulącą się do niego Hinatę. W końcu jednak podniósł się i rozejrzał.

- Jak się tu znalazłem?

- Pani Kat mówiła, że przyniosła cię wraz z… Kakuzu? – wyjaśniła niepewnie Hinata.

- Hm, to podobne do niej i niepodobne do niego – parsknął śmiechem Hidan. – Co ty tu robisz, hm, Hinatka?

- Pani Kat mnie sprowadziła – odpowiedziała Hyuga. – Zaraz po tym, jak Kiba i ty… Oh, Hidan! Myślałam, że cię straciłam.

Hidan parsknął tylko śmiechem.

- Jestem nieśmiertelny, pamiętasz? – zaśmiał się. – Chodź tu.

Hyuga z chęcią dała się objąć Hidanowi. Jashinista niemal natychmiast złożył na jej ustach czuły, długi pocałunek. Jęknęła cicho, nie odsunęła się jednak. Wręcz przeciwnie – jeszcze chętniej wtuliła się w Hidana, obejmując jego szyję i szczękę swoimi rękoma.

- Zakładam, że długo mnie nie było – zaśmiał się po chwili Hidan.

- Bardzo długo – odpowiedziała.

Hidan uśmiechnął się tylko i jeszcze raz przygarnął Hinatę do siebie. Poddała mu się całkowicie, pozwalając zarówno się pocałować, jak i ułożyć na łóżku tuż pod ciałem Jashinisty.

- Hidan, na pewno nic ci nie…

- Nic mi nie jest – zaśmiał się. – Hinata… tęskniłem. Nie mam pojęcia, ile minęło czasu, ale tak cholernie za tobą tęskniłem.

Gdy pocałował Hyugę po raz kolejny, kobieta nie sprzeciwiała mu się, sama mocno obejmując mężczyznę i z jękiem poddając się jego czułym gestom, słowom i pragnieniom.

 

~ * ~

 

- Kat, dobrze, że jesteś.

Dealupus odwróciła się i uśmiechnęła czule.

- Sasori, coś się stało?

- Nic złego – zapewnił od razu. – Wyniki Hidana wyglądają naprawdę dobrze. Byłaś u niego dzisiaj?

- Nie, jeszcze nie – wyznała. – Właśnie idę. Chcesz pójść ze mną? Zobaczysz, czy nie dałoby się go wybudzić czymś.

Sasori skinął głową i razem z Kat ruszyli do pokoju Hidana. Dealupus w trakcie marszu cały czas rozmawiała z lalkarzem i tak, jak to miała w zwyczaju, drzwi do pokoju Jashinisty po prostu otworzyła, nie pukając, ani nie wołając, że wchodzi.

W progu zamarła, podobnie zresztą, jak Sasori. Po chwili jednak uśmiechnęła się i zamachała ręką.

- Dzień dobry, Hinata. Dzień dobry, Hidan – przywitała się. – Jak już sprawdzicie, czy wszystko mu działa, niech się zgłosi do laboratorium, w porządku?

Hinata, czerwona jak piwonia, pokiwała głową. Kat zamknęła za sobą drzwi i zaśmiała się, po czym zerknęła na Sasoriego, który szeroko otwartymi oczyma wpatrywał się w zamknięte już drzwi.

- Sasori? – zapytała czule. – Hej, Sasori.

Lalkarz wstrząsnął głową, a zaraz rzucił ku Dealupus płochliwe spojrzenie. Kat zakładała, że gdyby jego drewniane policzki mogły się zaczerwienić, byłby nie mniej zawstydzony niż Hinata.

- No już, już – wymruczała pojednawczo Kat. – Jeśli chcesz, też mogę z tobą…

- Nie kończ! – syknął, odwracając się od niej. – Idę do laboratorium. Nie idź za mną!

Kat zaśmiała się tylko i pokiwała głową.

- Dobrze się bawisz?

- Liderze. – Kat odwróciła się i zasalutowała. – Nie wiem, co Lider ma na myśli, naprawdę.

- Nie pierdol – syknął Pein. – Co z Hidanem?

- Jest… eee… zajęty – przyznała kobieta.

- Obudził się? Powinien zdać raport i…

- Teraz to raczej nie da rady, Liderze. – Kat stanęła tuż przed drzwiami do pokoju Hidana, wciąż salutując komicznie. – Wie Lider… nie widzieli się całkiem sporo.

- I? – Pein zmarszczył brwi.

- No jak Lider nie widzi długo Konan, to też woli, żeby nikt mu do pokoju nie wchodził, nie?

Pein zamarł, a po chwili zaczerwienił się i odchrząknął.

- Niech zgłosi się później – polecił. – Ty też.

- Jasne, Liderze! – zawołała Kat.

Pein skierował się do swojego gabinetu, a Kat odetchnęła i uśmiechnęła się lekko. W końcu skierowała się do wyjścia z siedziby. Było przyjemne, ciepłe popołudnie, Dealupus skierowała się zatem leśną ścieżką na spacer, w rękach raz po raz mnąc swój zielony, stary, wiele razy naprawiany szal z targu w Piasku.

 


złudne oczekiwanie

 


Hinata otworzyła białe oczy. Nad jej łóżkiem stał Kiba. Chłopak uśmiechnął się do dziewczyny. Hyuga zerwała się natychmiast z łóżka i odsunęła najdalej, jak potrafiła od chłopaka.

- Hi-hinatka... – zaczął niepewnie Kiba. – Co ci?

- Ty... ty... – zaczęła, próbując powstrzymać płynące do jej oczu łzy. – Nienawidzę cię!

- Hinatka, spokojnie – Kiba wyciągnął pojednawczo ręce. – Nic ci nie zrobię.

- Zabiłeś go! – krzyknęła. – Zabiłeś Hidana! Nienawidzę cię! Nienawidzę!

Kiba drgnął nieco.

- Ale... Hinatka... – szepnął.

- Zostaw mnie w spokoju! – zawołała, zrywając się z łóżka.

Wybiegła z sali, odtrącając na bok jedną z pielęgniarek. Po chwili wydostała się z budynku. Kiba natomiast nadal siedział w tym samym miejscu, z bezsilności zaciskając pięści.

Na zewnątrz było ciemno i chłodno. Hinata wybiegła w mrok i ruszyła przed siebie, tak po prostu podążając uliczkami Liścia. Po chwili minęła większość budynków i znalazła się na jednej z polan treningowych.

Gdy opadła na kolana z płaczem, poczuła jak złość na Kibę mija i pojawia się ta niesamowita, nieprzyjemna rozpacz.

Hidan… jej ukochany Hidan. Mężczyzna, który okazał jej tyle zainteresowania, tyle miłości. Jej kochany Hidan…

- Czy to ona?

- Na to wygląda, Tobi.

- Doskonale. Siostrzyczka się ucieszy.

Hinata otworzyła oczy, ale przed nią znajdowały się tylko pełne mroku, zła i żądzy krwi czerwono-czarne źrenice.

 

~ * ~

 

Kat wbiła łopatę w ziemię i odetchnęła. Wokoło niej i Kakuzu leżały nieprzytomne psy, a wataha czarnych, zbudowanych z chaosu wilków krążyła dla bezpieczeństwa to w prawo, to w lewo.

- Na pewno chcemy to robić? – Kakuzu oparł się o łopatę. – Jego gadatliwa gęba już mnie odrzuca, a jeszcze jej nawet nie zobaczyłem.

Kat zaśmiała się czule.

- W porządku, już, już – mruknął mężczyzna, wbijając szpadel w ziemię. – Pamiętaj jednak, piękna, usłyszę jego paplaninę i osobiście zostawię tutaj jego łeb.

- Lubisz go nie mniej, niż ja – zaprzeczyła kobieta, usuwając spod siebie kolejne partie ziemi. – Nie przyznasz się do tego, nie?

- Nie. – Kakuzu miał zimny głos. – Absolutnie mu tego nie przyznam. Nie wytrzymałbym z nim po tym.

Kat zaśmiała się ponownie.

- Przypomnisz mi, czemu to w ogóle robimy? – mruknął po chwili shinobi Wodospadu.

- Oh, to bardzo proste, Kakuzu – odpowiedziała. – Bo każdy zasługuje na odrobinę miłości, czyż nie?

 

~ * ~

 

Gdy Hinata otworzyła oczy, zauważyła jasny sufit i kremowe oraz szare ściany. Światła nie było wiele, w pomieszczeniu panował półmrok. Dziewczyna odetchnęła i podniosła się, przytrzymując ręką czoło. W głowie kręciło jej się dziwnie, ale uczucie to powoli mijało.

- Oddychaj, dezorientacja minie za kilka minut.

Hinata natychmiast uniosła spojrzenie. Przy biurku pod jedną ze ścian siedziała dwudziestoletnia kobieta. Blondynka uśmiechała się do niej miło. Przy biurku paliła się jedna lampka, a kobieta ewidentnie pracowała nad jakimiś dokumentami.

- Gdzie ja… jestem?

- W siedzibie Brzasku – odpowiedziała spokojnym tonem kobieta. – W naszym punkcie medycznym, na łóżku numer trzy.

Hinata zamrugała tylko oczyma, kompletnie nie pojmując, co tak naprawdę się stało.

- Mam na imię Kat – przedstawiła się Dealupus. – Nie martw się, nic złego ci nie grozi, Hinata.

- Dlaczego… dlaczego tu jestem? – wyszeptała cicho.

- Uznałam, że tak będzie najlepiej – odparła blondynka, jednocześnie stukając się ołówkiem po policzku. – W innym wypadku ten kretyn poleciałby za tobą w tym samym momencie, w którym otworzyłby oczy, a z racji, że nie wykopaliśmy go całego, to mogłoby być kłopotliwe.

- Ten kretyn? – zdziwiła się Hinata.

- Tak, ten kretyn – odpowiedziała z uśmiechem Kat, wskazując na kolejne łóżko.

Hinata odwróciła się w tamtą stronę i zauważyła leżącego pod białą pościelą Hidana. Jashinista był nieprzytomny, jego ciało otaczały białe bandaże.

- Hidan… - jęknęła, od razu schodząc z własnego łóżka.

Hyuga dopadła do Hidana i ujęła jego dłoń. Brakowało w niej dwóch palców, a pozostałe były dokładnie obandażowane.

- Młody Inuzuka wysadził go z pomocą kilkudziesięciu notek – poinformowała Kat, podchodząc do dwójki. – Cóż, zebraliśmy, co mogliśmy, ale sporo będzie musiał zregenerować sam.

- Czy nic mu nie będzie? – jęknęła Hinata.

- Spokojnie, to nie jego pierwszy raz – zapewniła Dealupus, uśmiechając się ciepło. – Trochę to potrwa, ale w końcu stanie na nogi.

Hinata westchnęła tylko i drugą dłoń delikatnie zacisnęła na obandażowanych palcach Hidana.

- Jeśli jesteś głodna, mogę zaprowadzić cię do kuchni – zaproponowała Kat.

- Mogę… zostać z nim? – zapytała Hinata.

- Tak – potwierdziła Dealupus. – Chociaż mówiąc, że to trochę potrwa, miałam na myśli… tak z kilka tygodni i to nawet zanim się obudzi.

Hinata przełknęła tylko ślinę i mocniej zacisnęła palce na ręce Hidana. Kat uśmiechnęła się tylko ciepło na to.

- Przyniosę ci coś do jedzenia – zaproponowała.

Hyuga nie zareagowała, gdy kobieta wyszła z laboratorium i zostawiła ją i nieprzytomnego Hidana samych. Z kolei białowłosa otarła spod oczu łzy i uśmiechnęła się delikatnie.

- Jestem tutaj – zapewniła, składając na policzku Hidana krótkiego całusa. – Obudź się szybko, proszę.

 

~ * ~

 

Mimo cichych próśb Hinaty Hidan nie obudził się, mimo że Hyuga siedziała przy nim już od tygodnia. Z początku Kat bardziej nalegała na to, by kobieta wychodziła poza laboratorium, ale jej prośby i uwagi pozostały właściwie bez odpowiedzi – Hinata jadła to, co przyniosła jej Dealupus, korzystała z łazienki i prysznica w laboratorium, ale tak naprawdę nie opuszczała Hidana na dłużej, niż chwilę.

- Nic mu nie jest, naprawdę – zapewniała po raz setny Kat. – Regeneruje się, to dość długotrwały proces. Czy nie wygodniej będzie ci poczekać w którymś z pokoi, aż Hidan się obudzi?

- Chcę być przy nim – zauważyła jękliwie Hyuga. – Proszę.

Kat odetchnęła tylko, przykładając palce do czoła.

- Ja wiem, ja wiem – zamruczała. – Tylko… po prostu…

- Ja z kolei nie rozumiem tego kompletnie – zauważył z westchnięciem Sasori. – To cymbał jakich mało. Co ty w nim widzisz, huh?

Na uwagę lalkarza Hinata zaczerwieniła się mocno, po chwili ukrywając swoje rumieńce za zasłoną długich, granatowych włosów.

- Nie dowiem się, nie? – Sasori przechylił swoją głowę.

- Nie – zaśmiała się Kat. – Jak to wygląda, Sasori?

- Zregenerował jakieś dziewięćdziesiąt procent siebie – przyznał Sasori, patrząc na zapisane liczbami kartki. – Większość organów wewnętrznych jest w pełni sprawna. Poszło z regeneracją o wiele szybciej niż ostatnio.

- Cóż, Wokamina i ja też się uczymy – wyznała Kat. – Można go przenieść do pokoju?

- Do pokoju? – zdziwił się Sasori. – Nie lepiej, żeby został tutaj?

Kat nie odpowiedziała, ale jej spojrzenie pomknęło ku Hinacie. Sasori westchnął tylko i pokręcił głową.

- Na tym etapie nie sądzę, żeby to właściwie miało jakieś znaczenie – wyznał.

- Doskonale! – Kat klasnęła w ręce. – Zawołasz Kakuzu? Albo Kisame?

- Oczywiście. – Lalkarz odłożył dokumenty i wyszedł z laboratorium.

- Hinata? – Kat podeszła do łóżka Hidana. – Przeniesiemy go do pokoju, dobrze? Będzie wam tam wygodniej.

- Kiedy on się obudzi? – zapytała dziewczyna.

- Zapewne niedługo – zapewniła Kat.

Hyuga skinęła głową i odetchnęła tylko.

- Dziękuję – wyznała z uśmiechem. – Nie wiem, dlaczego to robisz, ale…

- Hidan jest kimś bliskim dla mnie – przerwała jej Kat. – Tak samo, jak każdy inny członek Brzasku. Jeśli twoja obecność tutaj go uszczęśliwi, nie mam nic przeciwko temu.

Hinata skinęła tylko głową.

- Chodź, zaprowadzę cię do pokoju, a chłopcy przeniosą tam też Hidana.

 

nierówna walka

 


Ciemność nocy była niczym dla każdego członka Brzasku. Hidan zmrużył nieco oczy, aby widzieć dokładniej bramę Liścia. Wiedział, że sterczenie tutaj w środku nocy prawdopodobnie nic nie wniesie, ale rozkaz to rozkaz. Jashinista poprawił zapięcie kosy, by broń przypadkiem nie zsunęła mu się z pleców i podszedł bliżej bramy.

Stał tak już od godziny, gdy nagle za sobą usłyszał szelest. Odwrócił się gwałtownie i zauważył lecący w jego stronę kunai. Złapał go bezbłędnie i odrzucił na bok – ostrze wbiło się niemal do połowy w pień drzewa. Zauważywszy atakującego i uśmiechnął się nieco.

- Ale fart, co nie, szczeniaku? – zaśmiał się. – Znaleźć członka Brzasku we własnej Wiosce. Hm... ale widzę, że szczeniak w tym przypadku nabiera nowego znaczenia, pchlarzu.

Kiba powstrzymał gotowego do skoku Akamaru.

- Ty... już nie żyjesz – warknął.

- Coś ci się poprzestawiało w głowie, szczeniaku – zaśmiał się Hidan. – Mnie nie można zabić.

- Nieśmiertelna gnido, każdego można zabić – warknął Inuzuka.

Hidan uśmiechnął się pod nosem. A więc Liść była nieźle poinformowany.

- Czym zasłużyłem sobie na nienawiść takiego pchlarza jak ty? – zapytał uroczym tonem Hidan.

- Zabiłeś moją przyjaciółkę... – odpowiedział Kiba.

- Zabiłem wiele osób – Hidan uniósł brew. – Musisz nieco zawęzić krąg podejrzanych, szczeniaku.

- Zabiłeś moją Hinatę! – zawołał Kiba, atakując ze złością. – Ty draniu!

Jashinista złapał młodego Inuzukę za rękę, gdy ten chciał zaatakować go kunai. Odrzucił chłopaka tak, że ten uderzył w swojego psa. Obaj z jękiem opadli na ziemię.

- Nigdy nie skrzywdziłbym Hinaty – zauważył poważnym tonem Hidan.

- Ona nigdy by nie poszła z wrogiem! – warknął Kiba. – Moja Hinata nigdy...

- Twoja? – wciął mu się w słowo Hidan, unosząc brew. – Uważaj, szczeniaku, bo pożałujesz. Hinata nie jest niczyją własnością.

- Ty... Coś ty jej zrobił?! – zawołał Kiba.

- Nic – odpowiedział z krzywym uśmiechem Hidan. – Nic jej nie zrobiłem.

- Otumaniłeś ją! – warknął Kiba. – Poszła za tobą! Czemu?!

Hidan uśmiechnął się.

- A... o to ci chodzi – zaśmiał się. – To słuchaj, szczeniaku, nie otumaniłem jej, ani jej do niczego nie zmuszałem. Przychodziła do mnie z własnej woli.

- Kłamiesz!

Hidan usunął się na bok, gdy Kiba zaatakował go ponownie. Sięgnął o kosę i osłonił się nią przed atakiem białego psa. Ciął powietrze ostrzem tak, że dwójka musiała odsunąć się nieco od niego.

- A tak w ogóle, to co ci do nas? – zapytał Hidan.

- Nas?! – warknął Kiba.

- Nas – powtórzył Jashinista, uśmiechając się złośliwie. – Mnie i Hinaty.

- Nigdy nie pozwolę, żeby była twoja! – zawołał Inuzuka.

Kolejny atak został sparowany przez Hidana.

- Czy mi się wydaje, czy ty aby masz coś do Hinaty? – zaśmiał się Hidan. – No, no, no... młody szczeniak się zabujał. I co? Odrzuciła cię?

- Zamknij się! – zawołał Kiba. – Pożałujesz tych słów.

- Wątpię – Hidan zaatakował.

Kiba uskoczył przez kosą, a to samo zrobił Akamaru.

- Pożałujesz... – syknął Kiba.

Odwrócił się w tył i pobiegł przed siebie. Hidan zagryzł wargi. Nie na rękę było mu, że szczeniak uciekł. W końcu zaraz mogłyby znaleźć się tu oddziały ANBU, a on sam pokonać ich nie da rady na pewno. W końcu Jashinista z wściekłym pomrukiem ruszył za Inuzuką.

Kiba spojrzał w tył i uśmiechnął się pod nosem, widząc, że wróg podąża za nim. Był już niedaleko lasów klanu Inuzuka. W końcu zatrzymał się na niewielkiej polanie, a Hidan zastąpił mu dalszą drogę.

- Nigdzie dalej nie idziesz, szczeniaku – warknął Jashinista.

- Nawet nie mam zamiaru – zauważył Kiba.

Wyciągnął z kabury kilkanaście kunai, do których przywiązane były notki wybuchowe na długich sznurach. Ostrza wbił w drzewa tak, że tworzyły skomplikowaną sieć.

- Nie chcesz, żebym ci uciekł, pchlarzu? – zaśmiał się Hidan, oglądając nieco wokoło. – Ale wiesz... to nie ja przed chwilą zabrałem tyłek.

- Akamaru, teraz! – krzyknął Kiba.

Hidan obrócił się, rozszerzając oczy z zaskoczenia. Biały pies skoczył obok niego i pociągnął za kilka sznurków. Liny natychmiast splątały się i ciasno otoczyły Jashinistę. Białowłosy zaczął szarpać się w więzieniu. Całe jego ciało otoczone było masą wybuchających notek. Kosa głucho uderzyła o ziemię, lądując poza zasięgiem rąk właściciela.

- Ty gnojku! – warknął Hidan. – Zabiję cię! Zabiję i poćwiartuję!

- Nie zrobisz mi nic – zauważył spokojnie Inuzuka. – Ten las należy do członków klanu Inuzuka. Nikt inny nie ma tu wstępu. Żywej duszy nie uświadczysz, zatem zostaniesz tu na zawsze.

Jashinista zacisnął wargi.

- Ty! Ona ci tego nie wybaczy! – syknął Hidan.

- Hinata zrozumie – szepnął Kiba. – Otumaniłeś ją, ale ona się otrząśnie.

- Ona ci tego nie wybaczy! Głupcze! – krzyknął Hidan. – Ona ci nie przebaczy!

- Przebaczy... – zapewnił Inuzuka. – A ty nic mi nie zrobisz.

Hidan zaśmiał się głośno, nagle nieruchomiejąc w swoim więzieniu.

- Ona cię zabije – warknął.

- Hinata nic mi nie zrobi – odpowiedział Kiba.

- Nie mówiłem o niej – zauważył spokojnie Jashinista.

- Chcę tylko odzyskać moją Hinatę.

- Ty! – warknął Hidan.

Inuzuka wyciągnął zza paska kunai i rzucił go w bok, trafiając w miejsce oznaczone kółkiem. Nagle ziemia pod stopami Hidana zapadła się, tworząc ogromny tunel.

- Zwabiłeś mnie tu! – warknął Hidan.

- Aleś ty spostrzegawczy – odpowiedział Kiba. – Żegnaj. Hinata będzie w dobrych rękach. Lepszych niż twoje.

-Ty!

Kiba wyciągnął zza paska zapalniczkę i powoli ją otworzył. Spojrzał w fiolet oczu Hidana i rzucił zapalniczkę w jego stronę. Oczy Jashinisty rozszerzyły się gwałtownie. Nie zdążył nic więcej powiedzieć, gdyż po polanie rozniósł się huk wybuchu.

 

~ * ~

 

Kat otworzyła swoje oczy i skrzywiła się mocno. Zacisnęła pięści, ale nim wszelkie uczucia złości i wściekłości ją ogarnęły, odetchnęła głęboko.

- Tobirama.

Brunet natychmiast uniósł swoje spojrzenie znad zwoju.

- Tak, siostrzyczko?

- Musimy iść – zauważyła, podnosząc się z podłogi w pokoju Uchihy. – Będę potrzebowała też Itachiego. Będziesz tak miły i go zawołasz?

- Oczywiście, siostrzyczko – zapewnił. – Czy coś się stało?

- Tak – odpowiedziała. – Przeklęte Hyuga znowu we wszystkim mieszają.

Tobirama przechylił głowę na bok, ale nie zapytał o nic więcej. Razem z Kat wyszedł z pokoju. Uchiha skierował się do pokoju Itachiego, a Kat weszła do gabinetu Peina, dokładnie zamykając za sobą drzwi.

- Kat? – Pein zmarszczył brwi.

- Liść bardzo się starał zabić Hidana – poinformowała Kat.

- Udało im się?

Dealupus uśmiechnęła się tylko czule.

- Wezmę ze sobą Tobiego i Itachiego, dobrze? Wrócimy wieczorem, Liderze.

 

~ * ~

 

- Co się tam dzieje? – Hinata przecisnęła się przez tłum.

- Kiba! Kiba! Kiba zabił jednego z członków Brzasku! – wykrzyczała podniecona Ino. – Brawoooooo! Kiba! Nieśmiertelny nie żyje! Kiba! Kiba! Kiba!

Młoda Hyuga spojrzała na przyjmującego gratulacje od Hokage Inuzukę i nagle świat przed jej oczyma pociemniał.

 

~ * ~

 

Itachi spojrzał czarny oczyma na postać Kakuzu. Zielonooki natomiast wpatrywał się w Kat. Dziewczyna stała, opierając się plecami o drzewo, a obok niej kucał przy ziemi Tobirama.

- Mógłbyś, Itachi? – zapytała czule Kat. – Jest już wieczór, szpital jest spokojny.

- Oczywiście, Kateńka. – Uchiha skinął głową.

- Tobi pójdzie z tobą. – Kat potargała włosy Tobiramie. – Kakuzu.

- Gotowy – potwierdził.

- Doskonale! – ucieszyła się Dealupus.

 

oddani sobie

 


Kakuzu otworzył jedno oko, ale nie poruszył się bardziej. Hidan znowu wychodził z jaskini, cicho przekradając się w mroku. Ninja z Wodospadu zamknął oczy i ciaśniej owinął się płaszczem. Ostrzegł już raz Hidana i nie wątpił, że wizja złości Dealupus będzie wystarczająca dla kosiarza. Nie miał zatem zamiaru ani zatrzymywać go, ani też upominać po raz kolejny.

Hidan tymczasem wymknął się z jaskini i cicho podążył ku wodospadom. Oddziały ANBU i zwykłych shinobi wciąż patrolowały okolicę, ale Hidan zauważył, że ninja są zmęczeni, rozdrażnieni i zniechęceni. Bezowocne poszukiwania członków Brzasku musiały mocno nadwyrężyć ich morale. Omijanie ich było dzięki temu łatwiejsze.

Hinata też ewidentnie nie miała problemów z przekradnięciem się do wodospadów. Być może zasługę miały w tym jej niezwykłe oczy, a być może wystarczająca była nieuwaga wszystkich strażników. Tak czy siak, czekała już na Hidana, siedząc na trawie niedaleko wodospadów.

W świetle księżyca, przy tym wodospadzie była dla Hidana najpiękniejszym widokiem, jaki mógł oglądać na całej Ziemi. Ninja westchnął tylko i podszedł do kobiety, a gdy ta odwróciła się, uśmiechnął się do niej czule.

- Nie czekałaś długo? – zapytał, siadając obok niej.

- Nie – odpowiedziała cicho.

Hidan z cichym pomrukiem wtulił twarz w szyję kobiety, po czym objął ją mocno. Nim Hinata zdołała powiedzieć cokolwiek więcej, mężczyzna wcisnął na jej usta czuły pocałunek.

- Tęskniłem za tobą – wyznał.

- Ja za tobą też – odpowiedziała cichutko.

Mężczyzna zaśmiał się i jeszcze raz ucałował mocno kobietę. Przez chwilę siedzieli razem przy wodospadzie, tuląc się do siebie.

- Czy długo zostaniesz? – zapytała Hinata.

- Nie wiem – wyznał, układając głowę na jej głowie. – Mam obowiązki wobec Brzasku. Jeśli zostanę wezwany na misję, będę musiał wyruszyć.

- Czy musisz z nimi być?

- Nie – odpowiedział z uśmiechem. – Chcę. Brzask jest aktualnie jedynym miejscem, które mógłbym nazwać domem, Hinata.

Kobieta nie odpowiedziała, wtulając się w ciepłe ciało Jashinisty.

- Weźmy kąpiel – zaproponował nagle Hidan.

- C-co? – zdziwiła się Hinata.

Hidan zaśmiał się i podniósł, po czym ściągnął z siebie swój płaszcz.

- Weźmy kąpiel – powtórzył. – Przez cały dzień było ciepło, woda na pewno nie jest zimna. Chodź, Hinata.

Kobieta nie ruszyła się z miejsca, ale Hidanowi to nie przeszkadzało. Ściągnął buty, długie, białe skarpety i spodnie. Na ten widok Hidana odwróciła się z czerwonymi policzkami. Hidan tymczasem wszedł do wody i zaśmiał się.

- Jest ciepła – zapewnił. – Hm? Hinata?

Jashinista wyciągnął rękę, a Hinata po dłużej chwili wahania podniosła się i ściągnęła swoje buty. Po chwili obok płaszcza Hidana wylądowała jej bluza oraz spodnie, a także koszulka.

- Na Jashina – jęknął Hidan. – Jesteś taka piękna.

Hinata zaczerwieniła się mocno. Stała na brzegu w samej bieliźnie, rękoma i długimi włosami osłaniając swoje ciało.

- Chodź tu – poprosił ją cicho.

Hinata weszła do wody i stanęła przed Hidanem. Jashinista objął ją delikatnie i pocałował czule, zaciskając palce na jej ciele. Z cichym pomrukiem poddała się jego ruchom, zarówno, gdy tylko czule ją całował, jak i później, gdy pocałunki okazały się niewystarczające.

 

~ * ~

 

- Gdzie ona jest, Akamaru? – Kiba pochylił się nad ścieżką, obserwując jednocześnie swojego psa.

Pies zaczął węszyć wokoło, aż w końcu ruszył leśną ścieżką w stronę, gdzie przy murach liścia ze skał spadały piękne wodospady.

Gdy znaleźli się na miejscu, Kiba momentalnie zamarł. Stojący obok niego Akamaru wyszczerzył kły i przygotował się do skoku, jednak Kiba powstrzymał go ruchem ręki. Pies przysiadł spokojnie na zadzie, choć wciąż w ciszy szczerzył kły, wpatrując się wściekłymi oczyma w członka Brzasku.

Z kolei Inuzuka nie bardzo potrafił uwierzyć w to, co widział. Hinata stała przed członkiem Brzasku, trzymając ręce w jego dłoniach. Białowłosy mężczyzna uśmiechał się lekko, szepcząc jej coś cicho. Pazury Kiby zadarły o ziemię, gdy dwójka zaczęła się całować.

W oczach młodego Inuzuki zalśniły łzy goryczy i żalu. Nie ruszył się jednak z miejsca ani wtedy, gdy oglądał długi, czuły pocałunek dwójki, ani później, gdy Hinata ruszyła ścieżką w stronę wioski, a Hidan pozostał jeszcze chwilę w miejscu, wpatrując się w odchodzącą postać kobiety.

- Choć, Akamaru. – Kiba pogłaskał psa po głowie.

Oboje wycofali się cicho, tak cicho, że nikt nie był w stanie ich usłyszeć, ani zauważyć.

 

~ * ~

 

Hidan odwrócił się z dziwnym przeczuciem, ale pomiędzy drzewami nic nie było. Jashinista mógł jednak przysiąc, że coś słyszał. W końcu wzruszyła ramionami i wrócił do kryjówki, którą dzielił z Kakuzu. Zielonookiego nie było – miał swój dzień do obserwacji. Białowłosy wyciągnął się na jednym z koców i spojrzał w skalny sufit groty.

Czuł się tak dobrze, szczęśliwie, jak jeszcze nigdy wcześniej. Nim się obejrzał, zasnął, całkowicie ukojony wszystkim, co się z nim działo.

Otworzył oczy, gdy ktoś kopnął go w kostkę. Nad nim stał Kakuzu, z niezadowolonym spojrzeniem wpatrując się w partnera.

- Wstawaj, religijny maniaku – mruknął ninja Wodospadu.

- Czego znowu? – warknął niechętnie Hidan.

- Uzumaki wyrusza jutro na misję – powiadomił zielonooki.

Hidan westchnął i podniósł się. Kakuzu usiadł przy rozpalonym ognisku i z kieszeni płaszcza wyjął papierowego ptaka, po czym napisał na nim kilka krótkich zdań. Po chwili zabawka już leciała ku siedzibie Brzasku.

- A co z nami? – zapytał po chwili Hidan. – Wracamy?

- Nie, będziemy iść za sakryfikantem – powiadomił ninja z Wodospadu. – To też rozkazy Kat. Dziś w nocy idziesz na zwiad. Masz siedzieć przy bramie.

Jashinista prychnął cicho.

- Hidan – zaczął Kakuzu. – To rozkaz. O co ci chodzi?

-O nic. Przesadzasz – odpowiedział szybko. – Masz zwidy, bo pieniędzy ostatnio nie widziałeś.

- Religijna gnida... – odgryzł się Kakuzu.

- Skąpiec od siedmiu boleści – odpowiedział Hidan.

Zielonooki prychnął i wyszedł z groty. Hidan szybko przekalkulował możliwości. Nie ma szans, żeby spotkał się z Hinatą dziś w nocy, a nie chciał też, żeby Hyuga czekała na niego bez sensu. Białowłosy wyciągnął jednego ptaka z papieru i napisał na nim kilka słów. Specjalnie pouczył zabawkę i wypuścił ją na zewnątrz, patrząc, jak znika na tle panoramy Liścia.

 

~ * ~

 

Hinata siedziała na parapecie okna. Wpatrywała się w jasne słońce, świecące jeszcze bardzo wysoko na niebie. Jej serce drżało, ale nie ze strachu, czy nieśmiałości. Ono tłukło się w poczuciu tej dziwnej, dzikiej radości. Młoda Hyuga miała tak już od kilku godzin, od momentu, gdy Hidan powiedział jej, że ją kocha i gdy razem… w tym wodospadzie…

Dziewczyna mimowolnie spłonęła rumieńcem. Ta cała sytuacja dawała jej nieopisane szczęście.

Nagle przez lekko uchylone okno do pokoju wpadł papierowy ptak. Zabawka wylądowała na ręce dziewczyny i znieruchomiała. Hinata zaskoczona spojrzała na ptaka i z boku zauważyła kilka napisanych w pośpiechu słów.

 

Hinatka,

wybacz, ale dziś nie będziemy mogli się już więcej spotkać. Jako członek Brzasku mam zadania i nie mogę odmówić ich wykonania. Przepraszam. Kocham cię bardzo mocno.

Hidan

 

Białooka pogładziła ptaka i westchnęła ciężko. Naprawdę chciała spotkać się z Jashinistą. Rozumiała to, że dziś nie mógł, ale tak po prostu tęskniła. Papierowy ptak zaszeleścił skrzydłami, jakby dodając jej otuchy. Hinata uśmiechnęła się do niego ciepło. Ten mały ptak sprawiał, że mimo wszystko chciała dalej być radosną, a wszystko przez to, że papierowa zabawka była prezentem od Hidana.

Dziewczyna położyła się na łóżku i zwinęła w ciasny kokon, układając do snu.

 

~ * ~

 

Kiba sprawdził jeszcze ostatnie wiązania na kunai i schował wszystko do kabury. Porozglądał się wokoło i uznawszy, że teren wygląda na nienaruszony, zagwizdał na psa. Akamaru stanął obok niego, węsząc nieco. W końcu zaszczekał, zjeżył się i przygotował do biegu.

- Wiem, Akamaru – potwierdził Kiba. – Już po niego idziemy.

 

ku zazdrości

 


Hyuga obudziła się, gdy słońce było już dość wysoko na niebie. Dziewczyna umyła się i ubrała szybko, po czym zjadła śniadanie. Wypadła z domu, gdy zegarki wskazywały już dziesiąta.

-Oj! Hinatka!

Odwróciła się gwałtownie i zauważyła chłopaka z dużym białym psem u boku.

- K-kiba? – zapytała nieco spłoszona.

- Co porabiałaś tyle czasu, Hinatka? – zaśmiał się radośnie Kiba. – Dawno cię nie widziałem.

- Ja... miałam trochę obowiązków w domu – skłamała szybko.

- Dobrze, że przynajmniej ty nie pałętasz się po lesie – Kiba westchnął ciężko. – Nadal nie mogą znaleźć Brzasku, lepiej, żebyś nie wychodziła i...

- Kiba – jęknęła niemal obrażona. – Nie jestem dzieckiem.

Chłopak rzucił jej nieco rozdrażnione spojrzenie.

- Wiem – przyznał. – Ale nie chcę, żeby coś ci się stało, Hinatka. Bardzo mi... bardzo mi na tobie zależy, Hinatka.

Białooka spojrzała zaskoczona na chłopaka i zamrugała nieco powiekami. Nie tego spodziewała się po młodym i rozkrzyczanym Inuzuce... czyżby on...

- Kiba, ja... – zaczęła.

Odwróciła nieco wzrok, gdy nie potrafiła wydusić z siebie nic więcej. Bała się znać prawdę. Bała się, że nagle jej kolega może przestać darzyć ją tylko przyjaźnią... że zamiast przyjaciela stanie się kimś więcej. Nie chciała tego, po prostu tego nie chciała. Sama nie wiedziała dlaczego, ale myśl, że mogłaby być z Kibą, była jak próba zdrady.

Tylko kogo właściwie zdradzałaby?

- Hinatka... pójdziesz ze mną na lody? – zapytał cicho Inuzuka.

Dziewczyna uniosła oczy i spojrzała w źrenice Kiby. Z oczu chłopaka biła nadzieja i chęć akceptacji. Hyuga nieznacznie skinęła głową. Kiba uśmiechnął się do niej i po chwili ruszyli uliczkami Konoha do lodziarni. Usiedli na zalanym przedpołudniowym słońcem tarasie, gdzie ustawiono kilkanaście stolików. Kiba radośnie opowiadał dziewczynie o jego ostatniej misji z Shino, a sama Hyuga starała się zachować jako taką trzeźwość umysłu. Jej wzrok osiadł na zegarze, zawieszonym na ścianie – było za kwadrans południe.

- O nie – jęknęła.

- Co się stało, Hinatka? – zapytał zatroskany Kiba.

- Ja... ja muszę już iść – szepnęła. – Kiba, przepraszam, muszę już iść.

- Ale... – zaczął zawiedziony chłopak. – Odprowadzić cię?

- Nie, nie trzeba – zapewniła szybko. – Dziękuję, Kiba. Do zobaczenia.

Inuzuka posłał za dziewczyną tęskne spojrzenie, gdy ta biegła już uliczką Liścia. Wiedział, że ostatnio Hinatka jest jakby nieobecna duchem. I wcale nie chodziło tu o tą słodką nieśmiałość. Ona po prostu zachowywała się, jakby... była zakochana.

Młody Inuzuka nagle drgnął nieco. Hinatka... zakochana? Przecież już dawno dała sobie spokój z Uzumakim. W nim raczej też nie była zakochana, więc jest ktoś jeszcze?

Wiedziony dzikim instynktem chłopak zagwizdał na psa i wskoczył mu na grzbiet. Razem ze swoim zwierzakiem ruszył uliczką w ślad za młodą Hyuugą.

 

~ * ~

 

Hinata biegła przed siebie, pewnie i szybko, ale jednocześnie i ostrożnie. W końcu gdzieś mogło panoszyć się ANBU, czy nawet zwykłe oddziały patrolujące. Dziewczyna po dwudziestu minutach dotarła do wzgórza przy murach Liścia. Nigdzie jednak nie było widać Hidana.

„Spóźniłam się...” – jęknęła w myślach.

Czuła zawód i złość na siebie. Cholerne, zakichane pięć minut! Pięć minut, a już nie mogła spotkać się z Jashinistą. Tak bardzo chciała znów go zobaczyć, jego uśmiech, radosne błyski w oczach, usłyszeć jego głos, ciche szeleszczenie płaszcza Brzasku, radosny śmiech. Chciała z nim porozmawiać, po prostu chwilę pobyć z nim. Zakichane pięć minut!

- Oj, Hinata! – Radosny głos wyrwał ją z zamyślenia. – Myślałaś, że nie będę czekał?

- Hidan! – ucieszyła się.

Odwróciła się do chłopaka i niemal zderzyła się z nim. Jashinista stał tuż za nią z tym swoim uroczym uśmiechem i zaczepnym spojrzeniem fioletowych oczu.

- Tęskniłaś? – zapytał cicho.

Skinęła tylko głową, odwracając wzrok. Białowłosy delikatnie ujął jej podbródek i odwrócił jej twarz ku sobie. Pochylił się nad nią i musnął jej usta swoimi wargami.

- Ja też – przyznał, uśmiechając się łobuzersko. – Ale tak bardzo, Hinata.

Dziewczyna spojrzała w fiolet oczu chłopaka. Biała z niego radość i dziwne ukojenie.

- H-hidan, ja... – zaczęła.

- Tak, Hinata? – zapytał, obracając w palcach kosmyk jej włosów.

- Będziemy tak stać? – zapytała cichutko.

Jashinista zerknął na nią uśmiechem. Delikatnie ujął jej dłoń i pociągnął za sobą. Po kilku minutach dotarli do strumienia, który wyżej tworzył wodospad.

- Z góry jest świetny widok – zapewnił Hidan.

- Możemy obejść od... – zaczęła. – Hidan!

Białowłosy zaśmiał się i nieco podrzucił dziewczynę na rękach, wygodniej układając ją sobie na rękach. Hinata mocno objęła chłopaka, zdając sobie sprawę, co chce on zrobić.

- Nie... to nie jest dobry pomysł – jęczała. – Hidan... to jest...

- Wspaniały pomysł – wciął się w jej wypowiedź. – Hinata, nie pozwolę, żeby coś ci się stało. Wierzysz mi?

- Tak – potwierdziła.

Jashinista uśmiechnął się i skoczył w górę. Białooka przywarła do niego mocno, zaciskając oczy. Hidan szybkimi skokami pokonał drogę w górę wodospadu i stanął na jednej ze skał. Pochylił się nad Hinatą i chuchnął jej w ucho. Dziewczyna powoli otworzyła oczy i spojrzała w radosny fiolet oczu Hidana.

- Już jesteśmy – zaśmiał się chłopak.

Ostrożnie postawił dziewczynę na ziemi. Razem przeszli kawałek i stanęli na jednej z wyższych skał. Hinata spojrzała na panoramę Liścia. Z tego miejsca faktycznie rozciągał się wspaniały widok. Po chwili oboje usiedli obok siebie na skale, wygrzewając się w promieniach słońca. Dziewczyna przymknęła oczy, czując na policzkach przyjemne ciepło.

- Hinata – usłyszała cichy szept tuż przy swoim uchu.

Zadrżała nieco, otwierając oczy. Hidan obejmował ją delikatnie w talii, nosem wodząc po jej policzku.

- Hinata, ja... – zaczął szeptem. - Muszę ci coś powiedzieć.

- Hi-hidan... – wyjąkała.

- Hinata, ja... bardzo mi na tobie zależy, Hinata – przyznał. – Naprawdę bardzo. Hinata, uwierz mi lub nie, ale... żadna inna dziewczyna nie działa na mnie tak jak ty. Dla ciebie jestem gotów zrobić tak wiele. Nie wiem, kim jesteś, ale opętałaś mnie całego, Hinata.

Białooka spojrzała w źrenice Jashinisty. Z oczu chłopaka biła niepewność dla przyszłości i pewność swoich słów. Chęć bliskości, akceptacji i to, czego teraz Hinata szukała najbardziej... wyraz uczucia.

- Hidan, ja... – zaczęła. - Nie mam pojęcia co powiedzieć.

- Mów co chcesz, Hinata – uśmiechnął się do niej. – Każde twoje słowo jest mi drogie. Mów co tylko ci przyjdzie na myśl. Nawet gdyby to było bardzo bolesne. Hinata, ja...

- Kocham cię – wcięła mu się w wypowiedź. – Hidan, ja cię kocham.

Jashinista zamrugał oczami, ale po chwili przymrużył je z zadowolenia. Białooka delikatnie musnęła jego usta wargami, po chwili pogłębiając pocałunek. Z każdą chwilą całowali się coraz bardziej namiętnie i goręcej, pozwalając, by uczucie wypłynęło z nich w tym geście. Hidan delikatnie wodził palcami po boku dziewczyny, drażniąc jej skórę przez materiał bluzy. Dziewczyna gładziła policzek chłopaka, pomrukując cicho.

- Hinata... – chłopak spojrzał jej głęboko w oczy. – Chodź tu, szalona dziewczyno.

Hyuga zaśmiała się i pozwoliła mocniej wtulić swoje ciało w Hidana.

 

~ * ~

 

- Siostrzyczko?

Kat zatrzymała się i spojrzała za siebie. Oś świata dawała o sobie znać, ale Dealupus nie bardzo wiedziała, co tak właściwie jej dziwne przeczucie tym razem chce jej powiedzieć.

- Coś się stało, Kateńka?

- Nie wiem, Tobirama – wyznała cicho. – Potrzebuję… chwili. Potrzebuję chwili. Możemy się zatrzymać na chwilę?

- Oczywiście, siostrzyczko – zapewnił ją. – Zapewnię ci spokój tak długo, jak będziesz tego potrzebować.

Kobieta skinęła głową i usiadła po turecku dokładnie tam, gdzie stała. Tobirama tymczasem wykonał technikę podziału cienia i posłał siebie i swoje trzy klony na cztery strony świata. Wokoło roiło się od ninja byłej wioski Dźwięku, w końcu wyłapywali ich teraz, ale Tobirama wiedział, że jeśli siostra potrzebuje spokoju i ciszy, jego obowiązkiem jest jej zapewnić wszystko, czego blondynka wymagała.

Kat odetchnęła, przymknęła oczy i dość szybko odcięła się od wszystkiego, co było wokół niej. W głębi siebie widziała tylko ciemność, ale znała to miejsce doskonale i wiedziała, że jeśli będzie wpatrywać się wystarczająco długo w mrok, nicość w końcu jej odpowie, pokazując jej dokładnie to, czego wymagała.

„Oh. – Cichy szept Wokamina rozległ się w jej umyśle, gdy w końcu kobieta otworzyła oczy. – Cóż za niefortunny i szczęśliwy rozwój wydarzeń nas czeka, maleńka.”

„Owszem – potwierdziła. – Wolałabym zatrzymać tę niefortunną część, Wokamina.”

„Możesz próbować – wyznał wilk. – Los bywa jednak bardzo przewrotny i nie lubi, gdy mu się sprzeciwiasz. Pamiętasz?”

Kat fuknęła tylko przez nos, podnosząc się z ziemi. Tak, doskonale o tym pamiętała. To bolesne doświadczenie wciąż nawiedzało ją w jej koszmarach.

- Czy wszystko w porządku, siostrzyczko?

Tobirama pojawił się przed kobietą i zerknął na nią uważnie.

- Tak – potwierdziła z uśmiechem, unosząc dłoń do jego zadrapanego policzka. – Czy długo mi to zajęło?

- Nie – odpowiedział, uśmiechając się radośnie. – Ale nie zostało ci już nic z zabawy. Zająłem się wszystkimi uciekinierami z ostatniej kryjówki, siostrzyczko.

Kat pokiwała głową.

- Musimy wrócić do siedziby, braciszku – poinformowała. – Jak najszybciej.

Tobirama skinął głową i razem z Kat ruszyli przez spalony niemal doszczętnie przez ogień Uchihy las.

 

~ * ~

 

Kiba z niezadowoleniem spojrzał na Akamaru, ale pies od kilku minut węszył bez większego skutku na polanie przy wodospadzie. Ślad Hinaty urywał się dokładnie tutaj i ani pies, ani właściciel zwierzaka nie potrafili zlokalizować, gdzie podziała się kobieta.

- Coś jest bardzo nie tak, Akamaru – jęknął Kiba. – Hinatka jest… Widzisz to, prawda?

Pies zaskomlał żałośnie, ale w końcu wraz ze zrezygnowanym właścicielem opuścił polanę.

 

~ * ~

 

- Gdzie byłeś? – Kakuzu uniósł głowę, gdy Hidan wszedł cicho do jaskini.

- Na spacerze – odpowiedział kosiarz. – Czy to ważne?

- Ważne – odpowiedział mu zamaskowany. – Zawaliliśmy jedną misję. Nie plącz się po okolicy bez celu, bo druga misja też pójdzie się jebać, a żaden z nas nie chciałby znowu podpaść Dealupus, czyż nie?

Hidan mruknął coś tylko, siadając z niezadowoloną miną przy ognisku. Nad płomieniami zawieszony był mały czajnik, z którego unosił się przyjemny zapach parzonych ziół. Kakuzu siedział tuż przy ognisku, na małej kartce wypisując krótki raport dla Lidera.

- Spokój? – zapytał po chwili ninja z Wodospadu.

- Latają jak psy za suką, w prawo i w lewo – mruknął Hidan. – Wokół harmider jakich mało, a my jesteśmy w samym środku tego pierdolnika.

- Też uważam, że powinniśmy to przeczekać – odpowiedział ponuro Kakuzu. – Kat jednak uparła się, żeby nas tu wysłać. Uchiha poradziłby sobie lepiej, nawet Deidara dałby radę to ogarnąć łatwiej z powietrza.

Hidan westchnął i spojrzał na palący się przed nim ogień.

- Ona nigdy nie robi niczego bez powodu – mruknął cicho.

- Owszem – potwierdził Kakuzu, składając papier w niewielkiego ptaka origami. – Widocznie mamy tu coś więcej do załatwienia niż śledzenie lisa.

Tym razem Hidan nie odezwał się. Nie miał zielonego pojęcia, co chodziło po głowie Dealupus. Właściwie to chyba nikt nie wiedział, co myślała i co miała w planach blondynka. Ufali jej jednak wszyscy i absolutnie nie mieli zamiaru się jej w niczym sprzeciwiać.

 

ponowne spotkanie

 


Gdy słońce wstało już zza horyzontu, Hinata przetarła oczy i powoli zwlekła się ze swojego łóżka. Umywszy się i ubrawszy, zeszła do kuchni i zjadła śniadanie. W pomieszczeniu pojawiła się jej matka.

- Pośpiesz się, Hinata – powiedziała szybko. – Hatake wzywa wszystkich chunninów.

Dziewczyna skinęła głową i wybiegła z domu, kierując się ku budynkowi z wielkim znakiem ognia wymalowanym na murze. Weszła schodami do jednej z sal, w której była już duża grupa chunninów.

- Hej, Hinatka! – usłyszała głos Kiby.

- Cześć, Kiba – szepnęła drżącym głosem, podchodząc do niego i do Shino. – Dzień dobry, Shino.

Aburame tylko lekko skinął głową. Dłużej nie zdążyli porozmawiać, gdyż w sali pojawił się Kakashi.

 -To, co teraz usłyszycie, jest bardzo ważne i proszę o szczególną uwagę i skupienie – zauważył. – Brzask znów jest w Liściu.

Po sali rozniósł się szmer podniecenia i zaskoczenia.

- Nie wiadomo, jak dostali się za mury, ale widziano jednego z nich we wschodniej części lasów – poinformował Kakashi. – Najprawdopodobniej to jeden z byłych shinobi Wodospadu, Kakuzu. Znamy tylko nieliczne z jego umiejętności walki. Potrafi zamienić swoje ciało w sznury i przedłużyć je tym samym praktycznie na kilka metrów.

Pomruk zdziwienia rozległ się po sali.

- Jego partnerem jest niejaki Hidan – ciągnął Hatake.

Hinata nagle drgnęła nieco.

- Pochodzi z nieistniejącej już wioski Gorących Źródeł. Jego wiarą jest Jashinizm, a mottem całkowita eksterminacja – wyjaśnił. – Ma za zadanie tylko zabijać. Jest mordercą, gotowym pozbawić życia bez zawahania się z zimną krwią. Wyjątkowo niebezpieczny, a jakby tego było mało, jest nieśmiertelny.

Chunnini spojrzeli zaskoczeni na Hokage. Hinata zamrugała za to ze zdziwienia oczyma. Morderca? Niebezpieczny? Eksterminacja?

Nagle zrobiło jej się niedobrze. Czuła, że jest bardziej blada, niż śnieżnobiała ściana sali. Miała nadzieję, że zdoła utrzymać się na nogach, bo nie bardzo uśmiechało jej się zemdlenie wśród tylu chuninnów.

- Hinatka, dobrze się czujesz?... – czuły głos Inuzuki wyrwał ją z otępienia. – Jesteś strasznie blada.

Hyuga rozejrzała się wokoło. Sala powoli pustoszała. Dziewczyna nawet nie zorientowała się, kiedy Kakashi skończył mówić i wszyscy ninja rozeszli się do swoich spraw.

- Nic mi nie jest, Kiba – zapewniła, oddychając głęboko. – Chyba po prostu przejęłam się tym.

- Nie bój się, Hinatka – Kiba objął ją ramieniem. – Pokonamy Brzask. Tych dwoje już są nasi. Nawet ten nieśmiertelny. Pokonamy ich, Hinatka.

Hyuga tylko skinęła głową.

- Tak, pokonamy – szepnęła.

- Odprowadzę cię do domu – zaoferował się.

- Nie, nie trzeba – zapewniła. – Ja muszę coś zrobić sama. Nic mi nie jest, Kiba, naprawdę.

Chłopak skrzywił się nieco, ale uległ dziewczynie i tylko odprowadził ją tęsknym wzrokiem, gdy znikała wśród budynków Liścia.

 

~ * ~

 

Hinata szła szybko przed siebie. Dopiero teraz do jej umysłu dochodziły urywki z wypowiedzi Kakashi’ego. Od południa w wiosce miały rozpocząć się wzmożone patrole, zatem miała czas do południa, by…

Zatrzymała się nagle. Właściwie, na co miała czas? Co chciała zrobić?

„Hidan...” – jęknęła w myślach.

Musiała się sama przed sobą przyznać – chciała go ostrzec. Wroga, kogoś, kto chce zniszczyć jej wioskę, kto chce ją zaatakować, kto jej zagraża. Chciała go ostrzec przed niebezpieczeństwem. Chciała zdradzić własny kraj.

Wzdrygnęła się nagle. Zdradzić Liść? Pokręciła głową. Nie, nie chciała tego. Chciała tylko ostrzec Hidana.

„Co ja mam robić?” – zapytała, patrząc na niebo.

Miała mętlik w głowie. Słowa Kakashi’ego, które Hatake wypowiedział w sali, raniły ją dogłębnie. Morderca? Niebezpieczny? Eksterminacja? Nie takiego Hidana znała, nie z takim siedziała w grocie, nie tego uratowała. Wiedziała, że Brzask święty nie jest, ale słowa Hokage były dla niej przesadnie wyolbrzymione, nieprawdziwe.

Ruszyła przed siebie, wiedząc, że ma już niewiele czasu. Skręciła na wschód, w stronę wzgórza, na którym stała trzy dni temu.

Nie mogła zaprzeczyć swoim myślom – chciała całym sercem spotkać Hidana. Znów go zobaczyć. Jego uśmiech, jasne, fioletowe oczy pełne radości, równe rysy twarzy, talizman na piersi, czerwoną kosę na plecach. Marzyła o ponownym spotkaniu już od wielu, wielu dni. Wyobrażała sobie, jak staje naprzeciw niego i...

Młoda Hyuga stanęła nagle w miejscu. I? I co dalej? Co, jeśli już go spotka? Co mu powie? Cześć, Hidan! Słyszałam, że znów dostaliście się do Liścia. Jak wam się udało, skubańce? Macie zamiar atakować? Pokażę wam lukę w ochronie.

Wzdrygnęła się na samą myśl o tym. Nie potrafiłaby zdradzić ojczyzny.

Tylko czy właśnie teraz tego nie robi?

„Nie – zaprała się w myślach. – Chcę tylko go ostrzec.”

Nawet nie zrobiła kroku, gdy zatrzymał ją dobrze znany jej głos...

- Hinata?

Poczuła, że po jej plecach przebiega dziki dreszcz podniecenia. Ten głos – słyszała go tak niewiele razy, ale nie sposób go było pomylić z żadnym innym. Melodyjne brzmienie wciąż rozlegało się w jej uszach, mimo że powinno już dawno temu zaniknąć.

- Hinata, co tu robisz?

Usłyszała ciche kroki za sobą i szelest materiału. Poznała ten szmer – tak szeleściły peleryny Brzasku. W końcu dziewczyna przemogła się i odwróciła.

- Hi-hidan? – szepnęła cicho.

Jashinista stał przed nią, wpatrując się w nią uważnie. Białe włosy nie opadały mu już na czoło, ale były przygładzone i zaczesane do tyłu. Płaszcz lśnił czystością, a kosa połyskiwała w słońcu. Nie było jednak wątpliwości, że to Hidan – jej Hidan. Poznała go po radosnych, fioletowych oczach i nikłym uśmiechu.

- Jasne, że ja – zaśmiał się radośnie, jedną dłonią pocierając swój kark. – A niby ilu jeszcze szalonych członków Brzasku plącze się po tym lesie?

Dziewczyna nie się poruszyła. Wpatrywała się w fioletowe oczy chłopaka, tocząc wewnętrzną walkę. Jedna jej strona kazała walczyć, druga... paść w ramiona białowłosego. Hyuga nie posłuchała ani jednej.

- Szukają was – rzuciła, odwracając wzrok. – Ciebie i twojego kompana. O dwunastej zaczną nagonkę.

- Nie martwię się tym, Hinata – zaśmiał się. – Damy sobie radę, naprawdę. Jednak ciekawi mnie, czy ty się o nas martwisz?

- Nie, to nie tak! – zawołała, kręcąc przy tym gwałtownie głową. – Ja... Nieważne.

Odwróciła się i zaczęła iść przed siebie. Usłyszała, że białowłosy kroczy za nią.

- Nie idź za mną – szepnęła.

- Czemu? – zapytał radośnie, zrównując się z nią. – Czemu mam za tobą nie iść, Hinata?

- Po prostu nie idź – rzuciła niepewnie.

Nagle Jashinista złapał ją za rękę i przygwoździł do drzewa, napierając na nią całym swoim ciałem. Poczuła jego nienaturalne ciepło i dziwnie kojący, męski zapach. Dziewczyna pobladła nieco, a jej serce zaczęło bić w przyśpieszonym rytmie. Wpatrywała się przerażona w twarz Hidana, chłopak jednak patrzył w zupełnie inną stronę. Jego wzrok prześlizgiwał się pomiędzy gałęziami drzew, a zmrużone nieco oczy zdradzały profesjonalizm doskonałego shinobi.

- Zaatakowałem cię, słyszysz? – zaczął poważnym tonem, wciąż rozglądając się po okolicznych drzewach. – Wyszłaś na spacer, spotkałaś mnie, ja cię zaatakowałem. Walczyliśmy i przegrałaś. Chciałem cię porwać, ale drogę zaraz zagrodzi mi oddział ANBU. Rozumiesz, Hinata?

Dziewczyna otworzyła nieco usta, ale nie potrafiła nic wypowiedzieć. Słowa Hidana dziwnie odbijały się w jej umyśle i uszach, wprowadzając niemały chaos.

- Hinata, rozumiesz? – zapytał, zwracając na nią swoje spojrzenie. – To ważne.

Hyuga skinęła głową.

- Powiedz to – ponaglił.

- Rozumiem – szepnęła.

Sama zdziwiła się sobie, że jej głos jest taki spokojny i opanowany. Hidan jednak wyjął z kieszeni płaszcza kawałek sznurka i związał nim ręce dziewczyny. Hinata patrzyła na to ze stoickim spokojem. Nagle całe jej przerażenie gdzieś zniknęło, a dziewczyna potrafiła teraz wpatrywać się w skupioną twarz Jashinisty.

- Musisz krzyczeć, Hinata – szepnął, gładząc ją po policzku ręką. – Bardzo głośno. Tak, jakbym cię naprawdę porywał. Musisz się szarpać. Możesz mnie uderzyć, nie obrażę się.

Pokręciła głową na znak sprzeciwu, a Hidan tylko uśmiechnął się do niej.

- Hinata, ty mnie nie znasz – ciągnął. – Jestem twoim wrogiem, chcę cię zabić, ty chcesz zabić mnie. Ty chcesz żyć. Pamiętaj o tym, Hinata. Ja jestem z Brzasku, ty z Liścia. Ja jestem tym złym, ty jesteś dobra. Nie zapominaj o tym, Hinata. To bardzo ważne. Rozumiesz?

- Rozumiem – potwierdziła. – Hidan...

- Będę czekał na ciebie codziennie przy murze od wschodniej strony w każde południe i o każdej północy – przerwał jej. – Tam, gdzie wodospad spada po drugiej stronie Liścia. A teraz zacznij krzyczeć, Hinata.

Złapał dziewczynę wpół i przerzucił sobie przez ramię. Hidan skoczył na jedno z drzew i szybko przemieszczał się w przód.

- Hinata. – Usłyszała jego ponaglający szept.

Otrząsnęła się z marazmu i zaczęła krzyczeć i się nieco szarpać. W oddali zauważyła też pierwszego członka oddziału ANBU.

- Nie! Nie! Nie! – krzyczała na wpół do ścigającego ich shinobi, na wpół do Hidana. – Nie rób tego! Nie! Nie!

Nagle Hidan stanął na środku leśnej polany. Hinata zsunęła mu się z ramienia. Jashinista przyciągnął ją do siebie, przykładając jej kunai do gardła.

- Ani kroku! – warknął na stojących przed nim członków ANBU.

- Jesteś zatrzymany! – zawołał kapitan ANBU. – Poddaj się i wypuść dziewczynę!

- Ani kroku – powtórzył Hidan, mocniej przyciągając do siebie Hyugę. – Bo wasza śliczna dzieweczka umrze.

Hinata jęknęła, wpatrując się błagalnym wzrokiem w kapitana ANBU. Mężczyzna mógł pomyśleć, że Hinata się boi, ale prawda była o wiele dziwniejsza – Hinata w myślach prosiła tylko o to, by Hidan wydostał się cało z tej sytuacji.

- Puść dziewczynę! – ponaglił członek ANBU.

Hidan zaśmiał się szyderczo i cofnął się o krok, pociągając za sobą Hinatę. Parł tak do tyłu, aż w końcu stanął przed rozłożystym drzewem o grubym pniu. Jedną ręką przytrzymywał Hinatę, a drugą wyrysował na korze kilka znaków, które nauczyła ich dawno temu Kat.

„Jashinie, niech to zadziała!” – błagał w myślach.

Hidan zdjął sztylet z szyi Hinaty, cofnął się o krok i tak po prostu zniknął w pniu drzewa.

 

~ * ~

 

Hinata spojrzała na ciemne niebo za oknem.

„Ciekawe co z nim...?” – zapytała w myślach.

Była zaszokowana, zresztą jak wszyscy obecni na polanie, gdy Hidan zniknął, wtapiając się w pień drzewa. To wydarzenie miało miejsce zaledwie kilka godzin temu, a Hyuga czuła, jakby działo się to już tak dawno. Paradoksalnie pamiętała ze szczegółami uśmiech Hidana, fiolet jego oczu, kojący zapach ciała i ciepło. Wszystko, co się z nim wiązało.

Zerknęła na zegarek – za pół godziny będzie już północ. Aby dostać się do wschodniej części wioski, potrzebowała góra dziesięciu minut, ale zważając na oddziały ANBU i patrole, czas wydłuży się nawet trzykrotnie. Zatem czas było już wychodzić.

Dziewczyna cicho przekradła się do drzwi. W domu nie było słychać nawet szmeru – wszyscy już spali. Młoda Hyuga ubrała się w ciemności i wyskoczyła przez okno, cicho lądując na trawie. Bezszelestnie przemknęła się ulicami Liścia, a potem i lasem do wschodniej części wioski. Bezbłędnie omijane przez nią patrole nie zauważyły obecności dziewczyny, nawet nie podejrzewając tego, że ktoś przekrada się uliczkami. W końcu dziewczyna dotarła do niestrzeżonej części wschodniego muru. Zza potężnego ogrodzenia słyszała huk wodospadu i szum wody.

- Hinata – usłyszała cichy szept.

Odwróciła się natychmiast i w świetle księżyca rozpoznała sylwetkę Hidana. Nie miał przy sobie kosy, a długi płaszcz, który zamiast wysokiego kołnierza miał kaptur, powiewał nieco na lekkim wietrze. Fioletowe oczy wpatrywały się z nieukrywaną radością w dziewczynę, a ciepły uśmiech błąkał się po twarzy.

- Jednak przyszłaś  – szepnął.

Skinęła głową, spuszczając oczy ku ziemi. Hidan podszedł do niej i delikatnie ujął jej podbródek, unosząc jej głowę tak, że musiała spojrzeć na niego.

- Przepraszam za ten sztylet – szepnął. – Nie chciałem, żebyś się przestraszyła.

- Nie bałam się – przyznała.

- Nie? – zdziwił się nieco jej odpowiedzią. – Więc jednak się mnie nie boisz?

Dziewczyna drgnęła nieco. Sama już nie wiedziała, czy bać się Hidana, czy jednak nie. Z jednej strony Hidan nie wydawał jej się groźny, czy niebezpieczny, z drugiej jednak był członkiem Brzasku, nieśmiertelnym shinobi z martwej wioski, przestępcą, mordercą i Bóg wie jeszcze czym.

- Nie chcę, żebyś się mnie kiedykolwiek bała, Hinata – wyszeptał, opuszczając ręce. – Nie musisz się mnie bać.

Usiadł pod jednym z drzew i wskazał Hinacie miejsce obok siebie. Dziewczyna posłusznie podeszła i usiadła obok Jashinisty. Białowłosy oparł się wygodnie o pień, patrząc w gwiazdy na niebie.

- Hidan – zaczęła cicho dziewczyna.

- Hm? – zamruczał, odwracając się od razu do niej.

- Dlaczego kosa? – zapytała nagle.

Jashinista spojrzał na nią uważnie. Dziewczyna zaczerwieniła się nieco i spuściła wzrok, a Hidan uśmiechnął się ciepło.

- Sam nie wiem – przyznał ciepłym tonem. – Tak jakoś wyszło. Brzask to dość specyficzna zbieranka, a każdy ma jakiś znak rozpoznawczy. Moim jest kosa o trzech ostrzach. Poza tym, jak dla mnie jest dość zabawna.

- Czemu Brzask? – drążyła. – Chodzi mi o nazwę.

- Organizacja miała już nazwę, gdy do niej dołączyłem – wyznał. – Nigdy jakoś nie pytałem o znaczenie.

- Ciężko wam się żyje? – drążyła.

- A skąd! – zaśmiał się szczerze. – Dwadzieścia cztery metry kwadratowe dla każdego członka, w tym łazienka, cztery posiłki dziennie, darmowa nauka, treningi o dowolnej porze i masa zabawy. Hinata, w Brzasku znalazłam dopiero swój dom.

Hyuga drgnęła nieco.

- Wiem, dziwi cię to – Hidan zauważył jej ruch. – Jak przestępcy mogą nazywać siebie rodziną, a siedzibę domem? Sam tego nie do końca rozumiem, Hinata, tak po prostu jest. Jesteśmy razem, cały Brzask.

Hidan uśmiechnął się do sobie tylko znanych wspomnień. Po minucie spojrzał na Hinata uważnie.

- Hinata – zaczął. – Ja też mogę o coś zapytać?

Dziewczyna skinęła głową.

- Dlaczego masz białe oczy? – zapytał.

- Ja... To moja linia krwi  – przyznała. – Białe Oczy. Pozwala mi widzieć chakrę przeciwnika i jego punkty chakry.

- Przydatne – zauważył. – I bardzo piękne, Hinata.

Dziewczyna zaczerwieniła się mocno, odwracając głowę. Hidan ujął jej podbródek i zwrócił ku sobie. Dziewczyna spojrzała prosto w jego fioletowe oczy.

- Naprawdę są piękne, Hinata – szepnął.

Hyuga zaczerwieniła się jeszcze mocniej, ale tym razem nie odwróciła wzroku. Nie potrafiła. Fioletowe oczy hipnotyzowały ją swoim głębokim odcieniem, nie pozwalając odwrócić spojrzenia na nic innego.

- Hidan... – szepnęła cicho.

- Tak, Hinata – zapytał, zanurzając rękę w jej włosach.

Zadrżała nieco pod wpływem jego dotyku. Hidan cofnął rękę i posłał jej przepraszające spojrzenie. Hinata spuściła wzrok. Czuła się dziwnie... zawiedziona? W tamtym momencie chciała więcej, o wiele więcej od białowłosego. Hidan jednak się wycofał.

Hinata odetchnęła. Na ramionach czuła chłodny powiew wiatru. Potarła ramiona rękoma, wciąż wpatrując się w ziemię.

- Zimno ci? – zapytał z troską Hidan.

- Może trochę – przyznała.

Hidan zdjął z siebie płaszcz i okrył nim dziewczynę. Sam pod płaszczem nie miał nic. Hinata odwróciła zawstydzony wzrok od idealnie wręcz wyrzeźbionych mięśni białowłosego. Hidan tymczasem dokładnie okrył dziewczynę swoim płaszczem i znów oparł się o drzewo.

- Nie będzie ci zimno? – zapytała go.

- Nie – odpowiedział z uśmiechem. – Bywało gorzej, uwierz mi.

Hinata wtuliła twarz w ciepły płaszcz Hidana, powoli wdychając jego zapach. W oddali zahukała sowa, a odpowiedział jej śpiew nocnego ptaka. Hinata nie zwróciła na to uwagi, ale Hidanowi te dźwięki ewidentnie się nie spodobały.

- No nie – mruknął po chwili Hidan.

- Hidan? – zapytała go zdezorientowana.

- ANBU – rzucił. – Drugi raz nie przejdzie z porwaniem.

Hinata zadrżała ze strachu. Hidan tymczasem podniósł się i podał dziewczynie dłoń.

- Chodź ze mną – polecił. – Musimy się ukryć, szybko.

Hinata bez chwili zwłoki ujęła jego rękę i podniosła się wraz z mężczyzną. Hidan zaprowadził ją pod skalną ścianę i w mroku przeszedł wzdłuż niej. Gdy znalazł dość szeroki wyłom skalny, wcisnął się do środka, przyciągając do siebie kobietę.

- Znajdą nas – jęknęła.

- Nie znajdą – zaprzeczył, rysując dziwne znaki na krawędzi ściany. – Nie ruszaj się i nie mów nic, dobrze?

- Dobrze – potwierdziła cicho.

Hinata skinęła głową i mocniej przylgnęła do mężczyzny, a Hidan skończył wyrysowywać znaki. Rozświetliły się one delikatnie i po chwili las przed nimi stał się niewyraźny, a obraz zafalował nieprzyjemnie. Wszystkie dźwięki, które stamtąd pochodziły stały się też przytłumione.

Po minucie, czy dwóch na polanie pojawiło się kilku ninja ANBU. Hinata westchnęła tylko, a Hidan mocniej przycisnął ją ku sobie.

- Ciii – szepnął jej do ucha.

Członkowie oddziału ANBU krążyli to w prawą, to w lewą stronę. W końcu kilku z nich zakrzyknęło coś i stanęło niemal tuż przed skalnym wyłomem, w którym ukryła się Hinata i Hidan.

- Ktoś tu był – usłyszeli niczym dolatujący zza tafli wody dźwięk. – Bardzo silna chakra, ale nie ma śladu, dokąd poszedł.

- To Brzask?

- Najpewniej – potwierdził pytany. – Ulotnił się jednak tak, jak ostatnio.

- Musi gdzieś być – parsknął kolejny ninja. – Ludzie się nie rozpływają.

- To Brzask – mruknął ponuro jeden z trójki. – Nie zdziwiłbym się, gdyby mogli wszystko.

Hidan uśmiechnął się mimowolnie. Uwaga ninja ewidentnie go połechtała.

- Idźmy jego śladem – zaproponował w końcu jeden z członków ANBU. – Może dowiemy się, skąd przyszedł.

Pozostała dwójka skinęła głowami i ninja zniknęli z polany.

- Mówiłem, że nas nie zobaczą – szepnął radośnie Hidan. – Chyba powinnaś już iść. Jeszcze ktoś zauważy, że cię nie ma.

Dziewczyna skinęła głową. Chciała wysunąć się z objęć Jashinisty, ale chłopak sam cofnął ręce. Hyuga zatoczyła się w tył i gdyby nie Hidan, który złapał ją za rękę, upadłaby na ziemię.

Białowłosy przyciągnął ją do siebie, ratując przed upadkiem. Dziewczyna wylądowała na jego rozgrzanym torsie, prawie stykając się nosem z nosem Hidana.

- Hi-hidan... – wyjąkała.

- Tak, Hinata? – zapytał cicho.

Nie odpowiedziała. Jashinista delikatnie zanurzył rękę w jej włosach i potarł nosem o jej nos. Hinata przymrużyła oczy i mocniej zacisnęła ręce na ramionach Hidana.

Jashinista musnął ustami wargi dziewczyny. Zadrżała nieco pod wpływem jego pieszczoty, ale sama wychyliła się w przód, mocniej przylegając do jego ust. Hidan zanurzył się w jej wargach, całując delikatnie, z uczuciem, czule.

W końcu jednak odsunęli się od siebie, aby zaczerpnąć powietrza. Hinata posłała białowłosemu nieco płochliwe spojrzenie i zdjęła z siebie płaszcz, po czym podała go Hidanowi.

- Dziękuję, Hidan – wyszeptała szybko.

Wstała i chciała odejść, ale Jashinista złapał ją za rękę.

- Przyjdź jeszcze – poprosił cicho. – Obiecaj. Obiecaj, że przyjdziesz, Hinata.

- Przyjdę – szepnęła. – Obiecuję.

Hidan puścił jej dłoń i jeszcze długo wpatrywał się w znikającą za lasem postać.