Pokazywanie postów oznaczonych etykietą legion. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą legion. Pokaż wszystkie posty

zniewolenie

 


Otaczało go ciemność i nieprzyjemne, szemrzące, syczące i stukające dźwięki. Miał otwarte oczy, ale niewiele to pomagało – hełm był wyłączony, a wraz z nim jego widzenie. Legion szarpnął dłonią. Przytrzymujące go nieprzyjemne, oślizgłe więzy pękły, zdarł więc hełm z głowy.

Bez osłony czuł się bardziej podatny na ataki, ale widział też więcej. Odetchnął i rozejrzał się dookoła. Siedział w ciemnym, ciasnym pomieszczeniu wypełnionym oślizgłymi, lepkimi więzami i trupami cywili i żołnierzy. Skrzywił się mocno – śmierdziało tu niemiłosiernie. Część zwłok zaczęła się już rozkładać.

Brunet rozerwał pozostałe więzy i podniósł się wolno. Cały jego mundur oblepiony był oślizgłą, na wpół zastygłą galaretą.

- Diabli nadali – burknął, próbując zetrzeć z siebie maź.

Nie schodziła, zostawił ją więc w spokoju. Rozejrzał się jeszcze raz. Jego broni brakowało, ale znalazł pistolet przy jednym z martwych żołnierzy. Zostało w nim zaledwie pół magazynka naboi, ale nic lepszego nie zdołał zauważyć. Broń lepiła się nieprzyjemnie, ale Legion był pewny, że zdoła jeszcze wystrzelić. Musiał być pewny tak po prostu, gdyż na próby nie było amunicji, a wszelki dodatkowy hałas był aktualnie bardzo nie na miejscu.

Pomieszczenie było niewielkie, a w ścianach nie widział żadnych wnęk. Wiedział jednak, że jakoś musiał tu trafić. Przeszedł po trupach wzdłuż ścian, aż w końcu natrafił na panel. Jego karabin zniknął, ale pozostał mu jeszcze nóż – ostrzem podważył panel i zerknął na plątaninę kabli.

- Diabli. Nadali.

Był naprawdę zmęczony i bardzo zniechęcony, ale mimo to nie potrafił inaczej. Przecinając kabel po kablu, zastanawiał się, dlaczego właściwie nie przestał jeszcze trzymać się kurczowo tej cienkiej nici życia. Gdyby odpuścił, chociaż na chwileczkę, miałby spokój. Wszystko by zniknęło i nastałaby ta nicość i pustka, której tak mocno pragnął.

Panel w końcu zatrzeszczał, zadźwięczał uroczo i fragment ściany przesunął się ku górze. Legion przylgnął do ściany i ostrożnie wyjrzał na zewnątrz. Pistolet, który trzymał w rękach, wcale nie zwiększył jego pewności siebie - naboi było niewiele, a ich siła nieduża.

Korytarz był pusty, ciemny i cichy. Legion przesunął się szybko przez drzwi i stanął tuż pod ścianą korytarza. Bez hełmu mógł liczyć jedynie na własne zmysły, systemy pancerza były nieaktywne, a co za tym idzie - nieprzydatne, nie miał przy sobie zatem zwykłego nawet skanera ruchu lub wzmacniacza szeptów. Starając się wytężyć słuch i wzrok, krok za krokiem sunął przy ścianie z pistoletem gotowym do strzału.

Nie wiedział nawet do końca, gdzie się znajduje. Ostatnim, co pamiętał, była walka w mieście. Ogromna maszyna wylądowała w samym centrum, siejąc postrach i zniszczenie. Ruszył do walki z nią, chociaż wiedział, że sam już nie zdziała wiele. Gdy potężny ładunek skondensowanej masy cieplnej uderzył obok niego, stracił przytomność. To, gdzie i kto go zabrał z ulicy, pozostało dla niego zagadką.

Korytarz był długi, ale po trzecim zakręcie pojawiły się w nim małe lampy, dające mdłe, nieprzyjemne, czerwone światło. Umieszczone były po bokach korytarza i co jakiś czas pulsowały tak, jakby pojedynczy, duży impuls przechodził przez systemy. Impuls prowadził od komory, w której Legion się obudził, dalej, wgłąb tego korytarza.

Mocny wstrząs sprawił, że wszystko zadrżało, a lampy zapulsowały mocniej i niemiarowo. Legion oparł się o ścianę, oboma dłońmi, gdy wszystko zaczęło nieprzyjemnie drżeć. Ze zdziwieniem wyczuł pod palcami ciepło i tętno. Metalowy korytarz przestał wydawać mu się przez to taki martwy i zimny.

Zaraz za kolejnym wstrząsem rozległ się bardzo charakterystyczny, przeciągły zgrzyt. Wielkie maszyny, które napadły cały wszechświat i w ciągu kilku dni rozpętały piekło, były blisko. Legion zmarszczył brwi. Chyba że… on teraz… właśnie…

Korytarz nagle zmienił położenie tak, jakby cały obiekt, w którym hol się znajdował, przewrócił się na bok. Legion parsknął, podniósł się i przylgnął plecami do ściany, która właściwie do niedawna służyła mu za podłogę.

- Diabli nadali - mrukął. - Diabli nadali.

Wstrząsy powtarzały się, ale były coraz słabsze. Czymkolwiek było też to, gdzie znajdował się Legion, nie poruszyło się i nie wstało na powrót. Dotąd pulsujące wściekle lampy powoli traciły swój szybki rytm, świeciły też zdecydowanie słabiej. Legion przez moment pomyślał, że w czymkolwiek jest to, gdzie się znajduje, to coś umiera.

Stąpając po nieprzyjemnej, dziwnie miękkiej ścianie Legion dotarł do końca korytarza. Ściana była gładka, ale panel sterujący był tym razem łatwiejszy do zlokalizowania - odstawał nieco od ściany, a spod metalu wysypywały się co jakiś czas iskry. Legion oderwał panel i przeciął kable tak samo, jak poprzednio, jeden po drugim, aż drzwi nie rozsunęły się z jękliwym zgrzytem.



propozycja

 


Pomieszczenie przed nim było pełne migotliwego, czerwonego światła. Legion wszedł tam wolno i przyjrzał się świetlistej kuli, która zwieszała się smutno na długich, cienkich kablach. Trzeszczały one nieprzyjemne i co jakiś czas sypały pióropuszem iskier.

Legion zacisnął szczękę. Pamiętał wygląd tych kul - pojawiły się one na niebie w huku i zapowiedziały zagładę świata twardym, mechanicznym, pozbawionym emocji głosem. Kilka sekund później rozpętało się piekło i niewielu dało radę przeżyć kilka pierwszych godzin. Legionowi się udało przetrwać trzy tygodnie. A teraz wylądował tutaj, w sercu jednej z maszyn, które spopieliły cały wszechświat.

Wiedział, że powinna ogarnąć go wściekłość, żal i gniew, ale nic takiego się nie stało. Patrzył w to smutne, pulsujące serce starożytnej maszyny i nie czuł niczego. Nie potrafił już czuć. Może obawiałby się takiego stanu i marazmu, ale strachu też nie odczuwał już normalnie.

- Chciałbym widzieć, jak cię ściągają - przyznał jedynie. - Chciałbym widzieć, jak upadają bogowie.

Maszyna zazgrzytała, czerwone światło zapulsowało mocniej. Legion wiedział już, że ponury system przedwiecznej maszyny rozpoznał, przeanalizował i zrozumiał jego słowa. Z westchnięciem mężczyzna zabezpieczył pistolet, włożył go do kabury i przysiadł pod ścianą.

- Stąd nie ma wyjścia, prawda? - zapytał.

- Nie.

Głos maszyny był rozedrgany i trzeszczący, jakby ktoś źle nastawił stację radiową. Legion parsknął śmiechem i oparł głowę o ścianę za sobą, przymykając oczy. Czuł, że dotąd dość ciepła powierzchnia zaczyna powoli stygnąć. Maszyna umierała.

- Jest.

Legion otworzył oczy i przechylił głowę na bok, zaciekawiony ponad wszelką miarę. Głos maszyny nie miał w sobie nawet odrobiny emocji, Legion nie wiedział więc, o co tak naprawdę chodzi, czy maszyna żartuje, czy może jednak jest całkiem poważna.

- Gdzie jest wyjście? - zapytał mimo wszystko.

- Czy boisz się umierać?

Pytanie zaskoczyło Legiona. Było proste, ale odpowiedź sprawiała mu zawsze problemy. Szedł do każdej walki tak samo, z uporem i bez emocji, ale czy tak naprawdę bał się umierać? Nie bał się walczyć, życia trzymał się jednak bardzo kurczowo. To pragnienie życia było silniejsze nawet niż jego ochota na zanurzenie się w nicości.

- Nie wiem - przyznał. - Nie chcę umierać. Nie tak.

- A jak? - Maszyna nie dawała za wygraną.

Legion zastanowił się chwilę, a potem parsknął śmiechem.

- Ku Walhalli - mruknął.

Maszyna zamigotała. Legion nie wiedział, co teraz robi, ale zauważył dziwny ciąg liczb i znaków, które przesuwały się w czerwonej kuli w górę i w dół. Legion pomyślał, że maszyna analizuje jego słowa, że myśli i że się waha.

- Dam ci siłę budowania i niszczenia światów - stwierdziła w końcu maszyna. - I zobaczysz sam, jak upadają bogowie.

Legion zmarszczył brwi.

- Dlaczego? - zapytał.

- Podejdź.

Brak odpowiedzi na pytanie zaniepokoił Legiona. Z drugiej strony jednak umieranie tutaj w ciemności, z głodu, pragnienia i wyczerpania nie stanowiło żadnej opcji dla niego. Podniósł się i podszedł do kuli.

- Gdy nastanie kres - Maszyna wydawała się coraz słabsza i coraz zimniejsza. - podziękuj w myślach jej martwemu sercu.

Legion nie rozumiał tego, ale możliwe, że maszyna nie potrzebowała też tego zrozumienia. Czerwone światło rozbłysnęło, zamigotało i zgasło, a Legion uniósł w górę swoją jedną dłoń - świeciła czerwonym, migotliwym blaskiem siły, która dana była tylko zapomnianym bogom.

 

pustka

 


Ulica w dole pełna była świateł i ludzi. Tłum z tej perspektywy wyglądał niczym pełne robaków, zgniłe mięso. Na samą taką myśl zrobiło mu się niedobrze, odwrócił więc wzrok i zerknął do góry. Na czarnym, zakurzonym i zadymionym niebie nie było widać ani jednej gwiazdy.

- Diabli nadali – burknął.

Legion  zacisnął powieki, ale wciąż nie potrafił się odciąć od świata – hałas, huk i wrzaski nadal do niego docierały. Bardzo mu się to nie podobało. Chciał, aby wszystko się zatrzymało, by przestało mieć sens, by w końcu zrobiło się wokół niego cicho. Był zmęczony i zrezygnowany. W tym momencie nie pamiętał nawet, czy kiedykolwiek, odkąd od trzydziestu lat istniał na tym świecie, było inaczej.

Ściągnął maskę i przetarł zmęczone, szare oczy. Nie pomogło. Nikły gest ludzkiego ciała nie był w stanie odegnać znużenia z głębi duszy. Legion westchnął zniechęcony i przejechał ręką po krótkich, ciemnych włosach. Były nie dłuższe, niż wysokość jego palca. Pomyślał jednak, że powinien je już przyciąć, zanim zaczną go drażnić nieprzyjemnie pod hełmem.

‘A może nie zdążę? –`Jego myśli, tak jak i on sam, były niechętnie i ospałe. – Może dziś się nie uda?’

Tłum w dole zafalował i zakrzyknął przeraźliwie. W oddali coś zawyło, nieprzyjemnie i zgrzytliwie. Legion doskonale znał ten dźwięk – przypominał on tarcie zardzewiałego metalu o zastaną stal i zwiastował ból, krew i śmierć. Przynosił żniwa, które pozostawiały po sobie jedynie wypaloną, czarną ziemię.

Legion podniósł się powoli. Zapiął kurtkę, założył hełm i sprawdził, czy system tym razem działa odpowiednio. Przed oczami rozbłysnęły mu niebieskie znaki, linie i napisy. Na środku pulsowała systematycznie i wolno, w górę i w dół błękitna linia, wyznaczając rytm jego serca. Ludzie w dole krzyczeli ze strachu, a on zbroił się do bitwy ze stoickim spokojem. Nie czuł odwagi, nie czuł też strachu. Ani jedno, ani drugie nic nie zmieniłoby w jego sytuacji.

Gdy ogromna, przedwieczna maszyna wylądowała ulicę dalej, westchnął tylko. Bitewne podniecenie opuściło go już kilka lat temu. Legion ściągnął z pleców broń, która rozłożyła się usłużnie w jego rekach.

Pomimo zrezygnowania, nie chciał umierać. Pomimo pragnienia śmierci, zawsze walczył dalej. Spokojne oczekiwanie na koniec nigdy go nie interesowało. Chciał do nicości i do pustki. Wbrew pozorom jednak nie miał zamiaru odchodzić w ciszy. I, koniec końców, kurewnie lubił strzelać.