Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sasori. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sasori. Pokaż wszystkie posty

Kwiat czternasty: Dzwoneczki szczęśliwego zakończenia


- Sasori, dlaczego kłamiesz? – zapytała go cicho Ino.

Lalkarz zatrzymał się i spojrzał za siebie.

- Niby w czym? – ofuknął ją z wyrzutem.

- Nikt nic ci nie kazał przekazać – zauważyła. – A Deidara nie dał kwiatów. Kłamiesz... Sasori, dlaczego?

Rudy odwrócił wzrok i zwiesił nieco głowę.

- Bo prawda może okazać się zbyt bolesna – szepnął.

Dziewczyna podeszła do niego i złapała go za rękę, ściągając z parapetu. Lalkarz posłusznie stanął przed nią, uciekając jednak wzrokiem po ścianach wokoło.

- Sasori... spójrz na mnie – poprosiła go cicho.

Lalkarz przeniósł wzrok na dziewczynę.

- Sasori... dlaczego mi to robisz? – zapytała. – Najpierw pojawiasz się w moim świecie, otumaniasz, a potem odchodzisz. A gdy cię znalazłam, ty mi mówisz, że musisz już iść. Sasori... dlaczego?

- Ino... – szepnął niemal czule. – Ty mnie nie możesz kochać. Nikt mnie nie może kochać. Ja nie jestem kimś, kogo można pokochać. Ja nie jestem nawet człowiekiem.

Dziewczyna zamrugała nieco powiekami.

- Nie wierzysz mi, prawda? – szepnął, kręcąc głową. – Ino... spójrz na mnie. Ja... ja zrobiłem sobie coś strasznego, coś, czego naprawdę żałuję. I przez to teraz musisz to usłyszeć, Ino. Ja nie zasługuję na jakiekolwiek uczucie, którymi obdarzyłby mnie ktokolwiek.

- Sasori, co ty... – zaczęła.

Lalkarz uśmiechnął się smutno i złapał za dłoń dziewczyny, po czym ułożył ją sobie na policzku.

- Widzisz kim jestem? – zauważył z goryczą. – Mnie nie można pokochać, Ino.

- Sasori... – szepnęła, dotykając gładkiego drewna.

Ręka ino zjechała z twarzy Sasoriego i zahaczyła o jego płaszcz. Mężczyzna nie opierał się, gdy Yamanaka powoli rozpięła materiał.

Ino wpatrywała się jak zaklęta w drewniane ciało lalkarza. Sasori zamknął oczy, mocno zaciskając zęby – bał się, tak bardzo bał się reakcji blondynki. Dziewczyna uniosła rękę i pogładziła drewno opuszkami placów. Tors lalkarza był miękki i gładki. Młoda Yamanaka przeniosła palce na policzek Sasoriego, delikatnie gładząc go opuszkami.

- Po prostu – zaczął lalkarz z wciąż zamkniętymi oczyma. - Zapomnij o mnie, Ino.

- Sasori.... – zaczęła cicho. – Ale o tobie nie można zapomnieć. Sasori, ja... ja cię kocham.

Marionetkarz z Suna otworzył zaskoczony oczy i dopiero wtedy zauważył rękę Ino na swoim policzku. Drgnął nieco, wpatrzony w niebieskie oczy dziewczyny.

- Ino... – szepnął.

- Sasori, ja cię kocham – powtórzyła pewnie, obejmując go rękoma. – Ja cię naprawdę kocham.

Lalkarz niepewnie objął ją rękoma, opierając policzek o jej czoło.

- Ino... ty mnie nie możesz kochać – zauważył cicho.

- Ale cię kocham – powiedziała. – Sasori, ja cię naprawdę kocham.

Marionetkarz zamrugał nieco oczyma.

- Sasori... nie zostawiaj mnie więcej – poprosiła go. – Proszę cię, nie zostawiaj mnie.

- Ino, ja... – zaczął. – Ino, ja też cię kocham.

Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem. Właśnie jej mała, naiwna nadzieja doczekała się spełnienia.

 

~ * ~

 

- Shikamaru, ale co to niby znaczy, że odeszła? – zapytał Choji.

- Aleście upiedliwi – westchnął młody Nara. – Sami sobie przeczytajcie...

Wręczył Choji’emu, Sakurze i reszcie list.

 

~ * ~

 

Moi drodzy!

Odchodzę... po prostu czuję, że tu, w Liściu, nie znajdę tego, co mogłabym znaleźć gdzieś indziej. Wybaczcie, ale muszę i chcę to zrobić. Nie martwicie się o mnie, będę w dobrych rękach. Kocham was wszystkich.

Ino.

 

~ * ~

 

‘Upierdliwe te baby... – pomyślał z uśmiechem Shikamaru. – A miłość jest jeszcze bardziej beznadziejna.’

 

~ * ~

 

- Hej, Itachi! – Uchiha usłyszał radosny głos. – Co tu robisz?

- Kat... – kruczowłosy uśmiechnął się pod nosem. – Tak tylko siedzę.

Szarooka usiadła obok chłopaka i ściągnęła buty, podobnie jak Uchiha zanurzając nogi w chłodnej wodzie strumienia na jednej z sal treningowych.

- Kat... czy ty potrafisz leczyć na odległość? – zapytał nagle Itachi.

- No co ty! – zaśmiała się. – Chyba że na odległość kilku metrów i to tak z trudem.

- Wiesz, śniłaś mi się. Wtedy, gdy leżałem ranny – szepnął. – I w tym śnie uleczyłaś mnie. Na ławce wśród słoneczników. Pamiętam to. A potem obudziłem się całkiem zdrowy.

Szarooka zaśmiała się, rozchlapując nieco wody.

- Itachi... kto dałby radę pojawić się we śnie i leczyć? – zapytała przekornie. Do tego wśród słoneczników. I oglądając wilki i łasiczki.

- Nie mówiłem nic o wilkach i łasiczkach – zauważył ze zdziwieniem Uchiha. – Kat...? Kat. Kat! No nie! Kat! Ty mnie uleczyłaś!

Dziewczyna tylko spojrzała w sufit.

- Kat! – zawołał Itachi. – Ej, Kat!

- Tajemnica... – szepnęła z uśmiechem.


KONIEC

Kwiat trzynasty: Kaczeńce straconej szansy

 


Ino weszła do swojego pokoju i oparła się ciężko o drzwi. Zsunęła się po nich i ukryła twarz w dłoniach, próbując powstrzymać cisnące się do jej oczu łzy. Dlaczego? Dlaczego?!... Na świecie jest tylu mężczyzn, a ona musiała się akurat zakochać w tym najbardziej niedostępnym, zimnym i gburowatym! Dlaczego?!

- Jestem idiotką – warknęła na siebie przez łzy.

Nie dała rady już dłużej powstrzymać płaczu. Po prostu pozwoliła, by raz po raz łzy spływały z jej oczu, skapując dużymi kroplami na podłogę.

Wiedziała, że odrzucenie boli. Nie wiedziała, że aż tak.

Dziewczyna siedziała tak jeszcze przez chwilę, aż w końcu jej oczy przyschły, nie mogąc już wylać więcej łez. Zamknęła powieki i jak na złość przed oczyma stanął jej Sasori. Sasori, wpatrujący się w nią tym dziwnym wyrazem brązowych tęczówek. Jego palce drżały nieco, płaszcz powiewał delikatnie na wietrze. Ino szybko otworzyła oczy i objęła rękoma kolana, odgradzając się od swoich głupich wyobrażeń.

Po godzinie siedzenia wstała i ogarnęła się. Spojrzała w lustro – śladów po łzach już nie było praktycznie widać. Dziewczyna wyszła z pokoju i skierowała się do gabinetu Lidera. Zapukała i po usłyszeniu pozwolenia, otworzyła drzwi. W pomieszczeniu, za masywnym biurkiem, siedział Pein. Obok niego stała Kat, trzymając w ręku jakieś papiery.

- Ino? – Głos rudego rozległ się po pokoju.

- Zrobiłam, co do mnie należało – zauważyła blondynka, zamykając za sobą drzwi. – Chcę wrócić do Liścia.

Lider już otwierał usta, ale Kat położyła mu rękę na ramieniu, przez co rudy zamilkł natychmiast. Szarooka popatrzyła na dziewczynę i skinęła głową.

- Zostaniesz uśpiona i odprowadzona do bram Liścia – poinformowała ją. – Nie było cię tam ponad miesiąc. Oficjalna wersja twojego porwania wygląda następująco: zostałaś napadnięta przez dwóch członków Brzasku, gdy obudziłaś się, znajdowałaś się w ciemnej celi. Więcej miejsc przez miesiąc nie widziałaś. Co dzień przychodziła jedna i ta sama osoba, najlepiej opisz mnie, i wypytywała się o Liść. Nie powiedziałaś nic. Zostałaś ponownie uśpiona i podrzucona pod bramę wioski. Zrozumiałaś?

Ino skinęła krótko głową.

- Mam nadzieję, że ta wersja pojawi się w raportach dla Cienia – zauważyła Kat. – Brzask nie ścierpi nieposłuszeństwa i zdrady wśród swoich. Pójdziesz teraz ze mną.

Szarooka wyszła z gabinetu, a za nią cicho podążyła Ino. Kat zaprowadziła ją do laboratorium i stanęła przed jedną z szafek, które Ino nigdy nie mogła otworzyć. Na drzwiczkach widniała skomplikowana pieczęć w kształcie pięcioramiennej gwiazdy. Wiele ze znaków było Ino nie znanych. Kat przyłożyła palce jednej ręki do czubków, a pieczęć rozjarzyła się nieco i zniknęła. Szarooka wyjęła z szafki jedną fiolkę i gdy zamknęła drzwiczki, pieczęć samoistnie pojawiła się na nich.

- Wypij – poleciła Kat.

Ino spojrzała niepewnie na fiolkę.

- Chcesz wrócić do Liścia, czy nie? – zapytała spokojnie Kat. – Teraz masz wybór, Ino. Wypij, albo zostań tu.

Młoda Yamanaka wzięła fiolkę i wypiła jej zawartość. Już po minucie poczuła się senna i opadła w wyciągnięte przez Kat ramiona.

 

~ * ~

 

Obudziła się i od razu zmrużyła oczy przed bielą sali. Rozpoznała pomieszczenie od razu – znajdowała się w szpitalu Liścia. Przy jej łóżku samotnie siedział Shikamaru.

- Czy to nie jest aby upierdliwe tak często tu lądować? – zapytał znudzonym głosem.

- Shika? – szepnęła dziewczyna. – To naprawdę ty!

- Beznadzieja, co nie? – rzucił z nikłym uśmiechem.

Dziewczyna wstała powoli i przytuliła do siebie chłopaka. Nieco zaskoczony jej ruchem mimo wszystko także ją przytulił.

- Gdzieś ty się szlajała przez miesiąc? – zapytał ją. – Wysyłaliśmy tyle grup pościgowych i poszukiwawczych, a po tobie nie było nawet śladu...

- Ja... Brzask mnie porwał – przyznała. – Więzili mnie i chcieli informacji o Liściu.

Shikamaru uniósł nieco brwi do góry.

- Brzask? – powtórzył. – Powinnaś opowiedzieć wszystko Piątej.

Dziewczyna tylko skinęła głową. Po chwili uśmiechnęła się do Nary.

- Shika... – zaczęła. – Naprawdę się o mnie tak martwiliście?

- Jesteś upierdliwa – zauważył niechętnie chłopak. – Tak, owszem... martwiliśmy się. Czy to aby beznadziejne stwierdzenie poprawiło ci humor?

Ino skinęła ochoczo głową. Nara westchnął ciężko.

- Baby są upierdliwe... – zauważył.

 

~ * ~

 

Szarooka uchyliła się nieco przed lecącą w jej stronę częścią marionetki. Kolejną złapała i odłożyła spokojnie na bok.

- Podobno chciałeś, żeby stąd odeszła... żeby żyła swoim życiem w Liściu – zauważyła, patrząc ze stoickim spokojem na Sasoriego.

- Zamknij się! – warknął na nią. – Ty... ty nic nie rozumiesz! Nic!

- Uważasz mnie za jakiegoś emocjonalnego potwora? – zapytała cicho.

- Nie, cholera! – krzyknął, jednym ruchem ręki strącając wszystko ze stołu roboczego. – Nie! Tutaj tylko ja jestem pieprzonym potworem!

Uderzył pięścią w stół, a mebel przełamał się w połowie i żałośnie opadł na podłogę. Sasori cofnął się o krok i usiadł ciężko obok łóżka.

- Sasori... ty ją kochasz – zauważyła cicho Kat. – Czemu nigdy jej tego nie powiedziałeś?

- Oszalałaś?! – warknął. – Ja?! Ja kochający kogoś?! Jestem potworem i nie zasługuję na to, by kochać i być kochanym.

- Eh... – westchnęła Szarooka, przewracając oczyma. – A Ino? Czy Ino zasługuje na to, by ktoś ją zranił? By żyła świadomością odrzucenia?

- Cholera! – syknęła Sasori, mocno przyciskając palce do skroni. – Cholera.

- Nie choleruj mi tu. – Kat uśmiechnęła się czule. – Zrobiłbyś coś.

- Co?! Co do diabła mam zrobić?! – krzyknął, patrząc ze złością na Kat.

- Może zacznij od prawdy? – podsunęła Dealupus, opierając się plecami o ścianę. – Idź do Liścia... przemkniesz się bez problemu. Idź i porozmawiaj z nią.

- Ty naprawdę oszalałaś... – szepnął.

- Pewnie już dawno temu – zaśmiała się. – Co ci szkodzi? Jeszcze coś możesz stracić, Sasori? Skoro ona cię kocha, chyba pójście do niej to dobry pomysł.

Chłopak spojrzał na nią zaszokowany.

- Co? – zapytał głupio.

- Ona cię kocha – powtórzyła Kat. – Zakochała się w tobie.

Sasori wciąż patrzył na nią szeroko rozwartymi oczyma... Kocha? Ino go kocha? Jak? Jak mogła zakochać się w kimś takim, jak on? W niedorobionym dziele? W potworze? W kimś, kto nie może jej praktycznie nic dać... Jak...?

- Wrócę... później – szepnął, wstając.

Wyszedł z pokoju, zamykając za sobą cicho drzwi. Szarooka westchnęła i spojrzała na rozbite części marionetki, przełamany stół i ogólny bałagan, który narobił lalkarz.

- Jasne, idź sobie... – westchnęła ze zrezygnowaniem, podwijając rękawy płaszcza. – Ja tu posprzątam.

 

~ * ~

 

Sasori przeskoczył nad niewielkim strumieniem i zatrzymał się na chwilę. Na brzegu rzeczki rosły żółte kaczeńce. Lalkarz pochylił się i zebrał część kwiatów. W drodze do Liścia starannie ułożył je w niewielki bukiet.

W końcu stanął przed bramą wioski. Zgodnie z poradami Kat przemknął się wschodnim murem i skorzystał z jednego z tajnych przejść, o których aktualnie wiedziała już chyba tylko Dealupus.

Sasori skierował się w doskonale już znaną sobie drogę i stanął przed kwiaciarnią Yamanaka po drugiej stronie ulicy, gdzie trwał chwilę ukryty w cieniu budynków. W sklepie paliło się jeszcze światło, a przez szybę lalkarz widział krzątającą się Ino.

Dziewczyna musiała już zamknąć sklep i rozbiła ostatnie porządki. Za kilka minut wejdzie do swojego pokoju na piętrze. Sasori przemknął się przez ulicę i wskoczył na dach kwiaciarni.

Cicho wślizgnął się do pokoju Ino poprzez otwarte okno. Kaczeńce włożył do wazonika z wodą, z którego wcześniej wyrzucił uschniętą już stokrotkę. Usiadł na łóżku, rozglądając się ciekawie po pokoju.

W końcu drzwi otworzyły się i do pokoju wpadła smuga światła. Sasori uniósł oczy i spojrzał na spowitą światłem wylewającym się z korytarza Ino. Dziewczyna wpatrywała się zaszokowana w lalkarza. W końcu zamknęła za sobą drzwi i stanęła ze zwieszoną głową w pokoju.

- Sasori – zaczęła, gdy cisza zrobiła się już nieznośna.

- Ino... ja... – Lalkarz wstał i podszedł do dziewczyny. – Chciałem porozmawiać...

- Znowu masz zamiar porwać mnie do Brzasku? – zapytała ironicznie, uśmiechając się lekko. – Dopiero co wróciłam.

- Nie, ja... – zaciął się. – Ino, posłuchaj mnie... nie wiem, co ty do mnie czujesz, ale...

- Co ja czuję? – przerwała mu. – Od kiedy to przejmujesz się tym, co ja czuję?

Sasori drgnął nieco. Z jednej strony był speszony słowami dziewczyny, z drugiej rozeźlony tym, że mu przerwała. Spojrzał na nią dziwnie błagalnymi oczyma.

- Ino... odeszłaś i z nikim się nie pożegnałaś – zauważył nieco burkliwie. – A teraz mi przerywasz.

- Mogłabym się pożegnać z Deidarą i Itachim, ale nie miałam zbyt wiele czasu – odpowiedziała. – Nie sądzę, że ktoś jeszcze by po mnie zatęsknił. No, może Zetsu.

Lalkarz spojrzał na nią z nieukrywanym wyrzutem w oczach.

- Ino... ja... – zaczął się jąkać, a po chwili westchnął i zrezygnowany zwiesił swoje ramiona. – Masz rację. Przyszedłem tylko powiedzieć ci, że reszta życzy ci szczęścia w Liściu. Deidara kazał przekazać kwiaty. Muszę już iść.

Ino drgnęła nieco. Sasori tymczasem skierował się do okna i wskoczył na parapet.


Kwiat dwunasty: Żonkil prawdy

 


- Mistrzu!

- Mam ją!

- Cholera!

- Trzymacie ją!

- Wyprowadź Tobiego, Hidan! Już!

- Zrozumiane!

Drzwi do laboratorium zamknęły się i na korytarzu zapadła głucha cisza. Hidan chwilę szarpał się z Tobim, aż w końcu chłopak, wyrzuciwszy z siebie wiązankę przekleństw, próśb i obietnic, opadł mu bezwładnie w ramiona. Kruczowłosy osunął się na ziemię i pojękując cicho, wpatrywał się w drzwi.

Hidan usiadł przy ścianie, dysząc ciężko. Niedaleko stała Konan, z twarzą ukrytą w rękach. Kisame opierał się jedną ręką o ścianę, próbując oddychać spokojnie. Itachi chodził w tę i z powrotem, zaciskając bezsilnie pięści. Deidara wodził za nim wzrokiem, od czasu do czasu patrząc z nadzieją na drzwi. Zetsu stanął cicho w kącie, rozmawiając ze sobą szeptem. Pein i Sasori byli zapewne w laboratorium, przy Szarookiej.

Ino stanęła niedaleko Deidary i dopiero wtedy zauważyła, że przy ścianie leży Sasori. Nie. Hiruko. Pancerz Sasoriego. Marionetka leżała bezwładnie na ziemi, jej ręce i nogi rozrzucone były w nieładzie, płaszcz okrywał ją chaotycznie. Na materiale leżało kilka żonkili. Ino wpatrywała się w marionetkę jak zaklęta. Odwróciła wzrok na drzwi, jakby nagle miał wyjść stamtąd Sasori. Sasori jako czekaladowooki, rudy chłopak.

Cały Brzask czekał pod drzwiami. Zaledwie po kilku minutach wyszedł z laboratorium Pein i omiótł wzrokiem resztę.

- Nic jej nie jest – szepnął. – Wokamina ją uleczył. Za godzinę zje z nami kolację.

Ino poczuła jak dziwny ciężar, ciążący niemal od obiadu w siedzibie, opadł w jednej chwili. Hidan ukrył twarz w rękach, a spomiędzy jego palców wypłynęły łzy, skapując na podłogę w akompaniamencie jego szeptów. Tobi wstał i zaczął krążyć zamiast Itachiego, gdy Uchiha z westchnięciem ulgi oparł się o ścianę. Deidara uśmiechnął się tylko pod nosem.

- Możemy iść do niej? – zapytał.

- Teraz nie – pouczył Pein. – Za kilka minut. Kat śpi. Jeśli wyjdzie Sasori i Kakuzu, możecie wejść.

Deidara skinął głową. Ino jak zaklęta stała pod drzwiami, oczekując, aż w końcu ktoś wyjdzie z laboratorium. Podniosłą głowę, gdy drzwi otworzyły się i...

Jej serce, dotychczas bijące z podniecenia, nagle wróciło do swojego normalnego rytmu. Ino poczuła zawód, bardzo duży zawód. Oczekiwała czekoladowookiego, a zamiast rudego, z laboratorium wyszedł wysoki shinobi z maską na twarzy. Zielone oczy omiotły resztę, przez chwilę zatrzymując się na Ino.

- Hidan, nie rycz, nie przystoi shinobi – powiedział dziwnie spokojnym głosem.

- Odwal się – warknął tamten, ścierając spod oczu łzy. – Przystoi przyjacielowi.

Zielonooki westchnął tylko i skierował się do jednego z pokoi. Ino już miała pójść do siebie, gdy drzwi laboratorium otworzyły się znowu. Dziewczyna tylko rzuciła tam przelotne spojrzenie i nagle zamarła.

- Mistrzu Sasori! – Deidara doskoczył do lalkarza. – Ja chcę do Kat!

- Idź – rzucił mężczyzna, nawet nie patrząc na blondyna. – Tylko jej nie zamęcz. I nie obudź przypadkiem.

- Tak, tak... – zapewnił blondyn.

Wszedł do laboratorium razem z Tobim i Hidanem. Sasori chwilę stał w miejscu, po czym powoli ruszył ku Hiruko. Ino patrzyła na chłopaka jak zaklęta.

Sasori... ten sam Sasori, burkliwy, chłodny i gburowaty, ten Sasori, nagle okazał się być... jej Sasorim. Tym czekoladowookim nieznajomym, w którym nagle, całkiem przypadkiem się zakochała. Tym, o którym śniła tyle razy. Teraz tak nagle...

- Panie Sasori... – szepnęła cicho.

Lalkarz nie odezwał się. Złożył Hiruko w całość i wyciągnął z kieszeni zwój. Zapieczętował marionetkę i włożył zwój z powrotem w poły płaszcza.

- Sasori... – jęknęła niemal na wpół błagalnie.

- Wracaj do siebie, Ino – polecił melodyjnym, choć wciąż nieco burkliwym głosem. – Przyjdź dop...

- Sasori! – warknęła, niemal wściekle.

Chłopak spojrzał na nią z mieszaniną zdziwienia i jakiegoś dzikiego pragnienia. Dziewczyna speszyła się pod naporem wzroku lalkarza. Bądź, co bądź te brązowe tęczówki wręcz ją otumaniały...

- Sasori, ja... – zaczęła cicho. – Ja chciałam...

Mężczyzna patrzył na nią wyczekująco. Zauważyła, że palce jego rąk drżą nieznacznie, próbując uczepić się połów płaszcza.

- Ja... – jąkała się, czując, że jej policzki czerwienią się coraz bardziej.

- Ino, idź do siebie – polecił już o wiele łagodniejszym głosem.

Wyminął dziewczynę i zniknął w swoim pokoju. Ino odetchnęła i z ciężkim sercem wróciła do siebie.

Nagle z laboratorium wypadła grupa osób. Trzech chłopaków próbowała powstrzymać wychodzącą z pomieszczenia dziewczynę.

- Puszczajcie! – warknęła Szarooka. – To sprawa krytyczna! Tobi! Puszczaj!

Tobi posłusznie opuścił ręce, co jego dwaj koledzy skwitowali jękami zrezygnowania. Szarooka wyrwała się Deidarze i Hidanowi i przebiegła przez korytarz, wpadając do pokoju lalkarza.

- I szlag... – skwitował to zdyszany Hidan. – Lider nas zabije.

- Mnie i Tobiego – zauważył Deidara. – U ciebie słowo ‘zabić’ mija się z rzeczywistością.

 

~ * ~

 

- Powinnaś odpocząć – zauważył spokojnie Sasori, stojąc nad stołem roboczym.

- Nie pieprz – warknęła na niego. – Zachowujesz się jak rozwydrzony dzieciak, Sasori. Nie po to wykonałam zadanie w ekspresowym tempie, wracałam z połowy misji i zostałam napadnięta po drodze, żeby teraz słuchać wywodów o moim nic nie wartym zdrowiu.

- Przestań – skarcił ją poważnie lalkarz. – Nigdy więcej nie mów, że jesteś nic nie warta. Znaczysz dla nas więcej, niż możesz sobie wyobrazić!

- Możemy teraz odpuścić ten temat? – syknęła.

Marionetkarz z Piasku westchnął ciężko i zaczął naprawiać jedną ze swoich marionetek.

- Co cię hamuje, Sasori? – zapytała go cicho, siadając na brzegu stołu.

- Co mnie hamuje? – zaśmiał się gorzko. – Ty się pytasz, co mnie hamuje? Kat! Wiesz, kim ja jestem?! Niedorobionym dziełem! Potworem!

- Dość – skarciła go. – Nie mów tak o sobie, Sasori.

Lalkarz rzucił pracę na stół i oparł się ciężko rękoma o blat stołu.

- Nienawidzę siebie – przyznał. – Zraniłem kogoś tak mocno.

Sasori odetchnął, a po chwili podjął:

- Kat... ona ma nadzieję, że wszystko się ułoży, że jak już mnie poznała, to wszystko będzie dobrze. A tak nie będzie. Byłem cholernym głupcem i egoistą, sprowadzając ją tu... gdyby została w Liściu, ułożyłaby sobie spokojne życie, z dala od czczych marzeń.

- Naprawdę uważasz ją za tak głupią i beznadziejną? – zapytała Kat.

Spojrzał na nią z zaszokowaniem.

- Może jednak nie zapomniałaby o tobie? – zauważyła Szarooka. –Posłuchaj mnie... ta dziewczyna nie jest jedną z tych płytkich idiotek, jakich w cholerę na świecie. Ona naprawdę potrafi pokochać mocno.

- Jesteś szalona, Kat – stwierdził lalkarz. – Czy ty tego nie widzisz? Mnie nikt nie jest zdolny pokochać.

- Ja cię kocham – uśmiechnęła się Kat. – Myślę, że ona też to potrafi.

Kobieta wyszła, zostawiając marionetkarza z własnymi przemyśleniami. Lalkarz spojrzał na własne ręce i zacisnął je wściekły z własnej bezsilności.


Kwiat jedenasty: Lilia powrotu we krwi

 


Po skończonym śniadaniu Ino przebadała szybko Itachiego i podała mu kilka naparów. Uchiha bez słowa skargi wypił wszystkie przygotowane przez nią płyny.

- Kiedy będę mógł trenować? – zapytał.

- Na pewno nie w tym tygodniu – pouczyła go dziewczyna. – Rana co prawda zagoiła się, ale ty jesteś zbyt osłabiony. Musisz poczekać.

Uchiha tylko skinął głową z niechęcią, ale nie powiedział nic. Wyszedł z laboratorium, dziękując Ino w drzwiach. Młoda Yamanaka zebrała wszystkie rzeczy i pokładała je w odpowiednich miejscach w szafkach. Wyszła z laboratorium i na korytarzu spotkała Hidana.

- Cześć, maleńka. – białowłosy uśmiechnął się do niej uroczo. – Może pójdziemy tak na mały spacer?

- Ja... właściwie to... – zaczęła, czując w duchu, że nie powinna przystawać na propozycję Jashinisty. – Ja mam...

- Łapy przy sobie, Hidan! – Ostry głos osadził Jashinistę na miejscu. – Żebym się Kat nie musiał skarżyć.

Jashinista tylko prychnął niechętnie.

- Pan mrukliwe drewno dziś nie w sosie? – rzucił.

Ino krzyknęła krótko, gdy ostrze Sasoriego uderzyło w białowłosego tak mocno, że Jashinista aż osunął się po ścianie. Kolec, nasączony trucizną, zatrzymał się tuż przed twarzą Hidana.

- Ja nie żartuję, Hidan – zauważył chłodno Skorpion. – Łapy przy sobie.

Białowłosy nie wiedzieć czemu uśmiechnął się i otarł krew z wargi.

- Czyli Zetsu mruczał nie od tak sobie – zauważył. – Nasza sprzeczna sama w sobie roślinka wie doskonale, co się tu wyprawia. A więc i Kat też wie.

- Milcz.

Sasori przysunął swój ogon niżej, wbijając go w klatkę piersiową Hidana. Jashinista nawet się na to nie skrzywił, choć Ino zauważyła, że spod ogona wypływa krew białowłosego.

- Nie ominęło cię to, co Sasori? – Hidan wciąż się uśmiechał. – A więc tak wygląda sprawa... Bądź pewien, że nie tknę nawet palcem twojej dziewczyny.

Jashinista odsunął od siebie ogon Sasoriego i wciąż uśmiechając się do niego zaczepnie, wszedł do swojego pokoju.  Sasori zwinął ogon i bez słowa ruszył w swoją stronę.

- Panie Sasori... – zaczęła Ino.

- Wracaj do siebie – przerwał jej lalkarz.

Lalkarz wszedł do pokoju, zamykając za sobą drzwi z cichym trzaskiem. Ino podeszła do nich i zapukała.

- Wejść! – Głos lalkarza był chłodny.

Ino cicho wślizgnęła się do środka, zamykając za sobą drzwi. Omiotła spojrzeniem pokój. Wszędzie walały się narzędzia, kawałki drewna, metalu, papiery i zwoje. Szafki zapełnione były dokumentami, książkami i fiolkami z truciznami. W rogach pokoju porozstawiane były bojowe kukły. Centrum pokoju zajmował szeroki warsztat, a pojedyncze łóżko ustawione było w kącie pokoju. Na pościeli leżały części marionetek.

-  Czego? – warknął nieprzyjemnie Sasori.

- Ja... chciałam podziękować – zauważyła.

- Świetne. Podziękowałaś, to teraz wyjdź – rzucił chłodno lalkarz.

- Ale... – zaczęła dziewczyna.

Nawet nie zdążyła skończyć, gdy do pomieszczenia bez pukania wpadł Deidara.

- Jest źle – zauważył blondyn. – Mamy wiadomość od Kat.

Sasori drgnął nieco i natychmiast ruszył za Deidarą. Wszyscy zebrali się w kuchni, łącznie z Ino. Na środku stołu leżała biała kartka, zaplamiona krwią. Ino z przerażeniem zauważyła, że słowa, napisane na niej, nie dość, że chaotyczne i nierówne, były napisane właśnie tą czerwoną cieczą. Obok listu leżała lilia, a jej białe płatki zaplamione były krwią.

- To przyszło zaledwie trzy minuty temu – zauważył poważnie Lider. – Mój powrót się przesunie. Kocham was, Kat.

Ino poczuła, jak w kuchni zapadła niemal grobowa atmosfera. Twarze dużej części członków Brzasku stężały. Tobi nagle zaczął kiwać się na krześle, Zetsu wbijał palce w stół, po policzkach Konan spłynęły dwie ciche łzy.

- Musimy... musimy jej pomóc – zauważył cicho Deidara.

- Problem w tym, że nawet nie wiemy, gdzie teraz przebywa – odparł rudy. – Może być wszędzie.

- Więc co teraz? – zapytał Kisame. – Mamy siedzieć tutaj?

- Czekamy – szepnął Pein. – I niech każdy z was modli się do swojego boga.

Lider wyszedł z kuchni, zostawiając na stole list i kwiat. Po chwili z pomieszczenia wyszedł Zetsu, Konan i Itachi. Za nimi, niemal wpół przytomnie powlókł się Hidan. Deidara, Kisame i Tobi wyszli za nim. W kuchni w końcu został tylko Sasori i Ino.

- Wracaj do siebie – rzucił lalkarz.

Powoli wyszedł z pomieszczenia, a Ino podeszła do stołu. Wzięła do ręki białą lilię i włożyła ją do wazonika. Woda zabarwiła się nieznacznie krwią. Dziewczyna wyszła z kuchni i zdołała zauważyć tylko Sasoriego, znikającego w swoim pokoju. Sama dziewczyna także poszła do siebie.

Czuła to... czuła strach, przerażenie, rozpacz we wszystkich członkach Brzasku. Boże! Ile ta Kat musiała znaczyć dla nich, dla tych przestępców, skoro wszyscy tak zareagowali na tę całą sytuację. A jednak... mimo tych wszystkich uczuć z serc każdego biła nadzieja, dzika nadzieja, że być może... że na pewno wszystko będzie dobrze.

Dziewczyna przypomniała sobie postać Szarookiej ze snu. We śnie nie pamiętała imienia dziewczyny... przypomniała sobie jej słowa: ‘We śnie trudno przypomnieć sobie cokolwiek.’ No fakt... ale na jawie nie lepiej jej to wychodzi.

Znów zaczęła zadręczać się myślami o czekoladowookim chłopaku. Jak miał na imię? Nie pamiętała. Kat wypowiedziała je raz, a ona tego nie pamiętała.

Co miała zrobić, gdyby sama nie dała rady sobie przypomnieć? Miała kogoś zapytać... ale kogo? To była dziwna zagadka Szarookiej. Miała szukać kogoś, kto był sprzecznością...

Sprzeczność!

To o tym mówił dziś Hidan – że Zetsu jest sprzeczny sam w sobie. A poza tym, Zetsu wie. On wie, mówił to, że wie.

Młoda Yamanaka szybko zeskoczyła z łóżka i wyszła na korytarz. W organizacji było cicho, nawet bardzo cicho. Dziewczyna stanęła przed drzwiami do zielarni, a te same otworzyły się przed nią. Młoda Yamanaka weszła w świat roślin. Ledwo co drzwi zamknęły się za nią, a do jej uszu doszedł charakterystyczny głos.

- Ona tutaj...? – Zetsu wyłonił się z mroku. – Sama? A gdzie Sasori? Ona sama tutaj?

- Panie Zetsu... mus mi pan pomóc – szepnęła.

- Pomóc jej? – zapytał sam siebie Zetsu. – Pomóc tobie... jak?

- Ty wiesz – zauważyła dziewczyna. – Kat mi powiedziała, że ty możesz mi pomóc. Ja... ja muszę poznać imię pewnego mężczyzny. Ty wiesz, jak mi pomóc.

- Wiem... ja wiem... wiem... – mruczał Zetsu. – Kat ci powiedziała? Kat też wie. Wie wszystko. Mam ci pomóc? Imię mężczyzny? Jakiego? Ja je znam?

- Jest rudy, ma brązowe oczy, raz wyruszył do Liścia z Kat – zauważyła dziewczyna. – On jest w Brzasku.

- Rudy... Mamy dwóch rudych... To Lider? Lider ma na imię Pein – zauważył Zetsu. – Ale Pein to nie jego imię. On ma inne. Nie wiem jakie. Kat wie.

- Nie, nie... – zaprzeczyła dziewczyna. – To nie Lider. Ten drugi.

- Ten drugi?... – Zetsu poruszył się niespokojnie. – Ty nie wiesz... ja nie powinienem był mówić. On nie będzie zadowolony.

- Panie Zetsu... błagam – jęknęła.

- On nie lubi, gdy się o nim mówi – szepnął Zetsu. – On nie lubi, gdy się na niego patrzy. On lubi siedzieć u siebie. Kat go potrafi wyciągnąć z Hiruko. My nie. On lubi Hiruko. Lubi w nim siedzieć. To jego zbroja.

- Hiruko...? – powtórzyła dziewczyna, starając się przypomnieć, skąd słyszała już to słowo. – Hiruko... Sasori!

- On nie lubi wychodzić z Hiruko... – mruczał Zetsu.

Dziewczyna spojrzał błagalnie na Zetsu.

- Czym jest Hiruko? – zapytała.

- To jego zbroja... – zauważył Zetsu. – Jego dzieło. Ty je wciąż widzisz. Ty nie widzisz Sasoriego. Ty widzisz Hiruko.

- Hiruko?... Widzę Hiruko? – zapytała. – Czy on...

- On się chowa – przerwał jej Zetsu. – On jest tam, w środku.

Ino chciała o coś jeszcze zapytać, ale usłyszała krzyki na korytarzu. Zetsu uniósł głowę.

- Wróciła... – powiedział niemal czule.

 

Następny rozdział >>>

Kwiat dziesiąty: Tulipany setek pytań

 


Itachi z godziny na godzinę czuł się coraz lepiej, a Ino miała dziwne przeczucie, że to wcale nie dzięki jej naparom. W Brzasku czuć była niesamowitą aurę... tak, jakby każdy z członków organizacji miał anioła stróża, który pomaga, wspiera, leczy, a nawet ratuje z opresji.

Po dniu spędzonym w laboratorium i setkach próśb Uchihy kierowanych do Lidera Pein pozwolił Itachiemu w końcu wrócić do swojego pokoju. Ino w pokorze czekała na decyzję co do jej osoby. W końcu zrobiła, co do niej należało i mogła odejść.

‘A chcesz odejść?’ – wredny głosik w głowie znów zaczął ją dręczyć.

‘Chc...’ – zaczęła.

Urwała, nagle zdawszy sobie sprawę, że tak naprawdę nie chce stąd odejść. Ale... co ją tu trzymało?

‘Sasori... Sasori... Sasori...’ – głosik zaczął nucić do bliżej niezidentyfikowanej melodii.

Sasori? Nie, to niemożliwe! Sasori nie trzyma jej tutaj! Chce zostać w siedzibie tylko dlatego, że kiedyś w końcu musi pojawić się tamten czekoladowooki chłopak.

‘Taaaa... jasne...’ – głosik wyraził swoją dezaprobatę dla tego wyjaśnienia.

No dobra! Może i trochę trzyma ją tu Sasori. W końcu ma jakaś tajemnicę...

‘A ja z natury lubię tajemnice.’ – stwierdziła Ino.

Głosik tylko prychnął powątpiewająco. Dla niego to wyjaśnienie wcale nie było lepsze od poprzedniego.

Ino westchnęła. Sama nie wiedziała, co ma myśleć. Miała chaos w głowie, potężny chaos. Plątała się we własnych przemyśleniach, a irytujący głosik wcale nie pomagał jej z tym się uporać.

- Ino. – Jej rozmyślania przerwał stanowczy głos Lidera. – Deidara pokaże ci pokój, w którym od teraz będziesz mieszkać.

Dziewczyna tylko skinęła głową. Z jednej strony była przerażona sytuacją, a z drugiej cieszyła się, jak jeszcze nigdy. Po chwili blondyn zaprowadził ją pod odpowiednie drzwi i pożegnawszy się z uśmiechem, poszedł do siebie.

Ino weszła do swojego już pokoju i omiotła go wzrokiem. Pomieszczenie było duże, pod ściana stało łóżko, naprzeciw szafa. Biurko, kilka półek z książkami i zwojami oraz drzwi łazienkowe dopełniały reszty. Pokój stonowany był w jasnych odcieniach zieleni.

Młoda Yamanaka zauważyła, że coś leży na poduszce. Podeszła bliżej i podniosła z pościeli czerwony tulipan. Przez chwilę wpatrywała się w kwiat, zastanawiając się, kto mógł go tu zostawić.

‘Sa...’ – zaczął głosik.

‘Usz! Uciesz się, ty wredny!’ – skarciła go Ino.

Głosik tylko zachichotał, ale nie dokończył swojej wypowiedzi. Młoda Yamanaka znalazła niewielki wazon. Napełniła go wodą i włożyła do naczynia tulipan, stawiając wazonik na szafce nocnej. Zmęczona całodzienną pracą nad naparami szybko umyła się i przebrała do snu. Wślizgnęła się pod pościel, oddawszy w objęcia Morfeusza.

 

~ * ~

 

Stała na jasnej łące. Obok niej przebiegała ścieżka, a kilka metrów dalej wśród tulipanów stała ławeczka. Wokoło biegały labradory oraz dziwne, kolorowe łasiczki i wilki, śpiewające do siebie piosenki disco.

Ino zauważyła, że ścieżką ktoś idzie. Od razu rozpoznała kaptur i chód nieznajomego. Chciała go zawołać, ale zdała sobie sprawę, że nie zna imienia tego chłopaka. Pobiegła za nim, ale ledwo co zrobiła dwa kroki, a czekoladowooki rozpłyną się w powietrzu.

- Znikają, prawda? – Dziewczyna usłyszała obok siebie czyjś głos.

Spojrzała na siedzącą na ławeczce dziewczynę. Poznała ją – to była Szarooka ze sklepu. Widziała ja po raz pierwszy w kwiaciarni wraz z czekoladowookim.

- Znikają, gdy nie znasz ich imion – zauważyła nieznajoma. – Zawsze tak jest.

Ino usiadła obok dziewczyny.

- Ty znasz jego imię – zauważyła.

- Znam – potwierdziła. – Ale przecież ty też je znasz. Musisz sobie tylko przypomnieć.

- Nie znam go – zauważyła cicho młoda Yamanaka. – Nie wiem, jak ma na imię...

Szarooka tylko pokręciła głową.

- Znasz je... tylko zapomniałaś – zauważyła. – Kiedyś byłam w twojej kwiaciarni i tylko raz wypowiedziałam jego imię. Ale to powinno ci wystarczyć. Jesteś inteligentna, szybko łączysz fakty. Wiesz już, że ten mężczyzna należy do Brzasku, szybko się spostrzegłaś.

- Kiedy go spotkam? – zapytała niebieskooka.

- Ino... on od miesiąca nie opuszcza siedziby – zauważyła z uśmiechem dziewczyna, patrząc na ściągające się wilki i łasiczki. – Siedzi na tyłku jak zaklęty i ani rusz z organizacji.

Młoda Yamanaka spojrzała dziwnie na Szarooką. Jej słowa jednak nie brzmiały jak kłamstwo. Wręcz przeciwnie... były to słowa przyjaciółki, która chce jak najlepiej dla drugiej osoby.

- Ja nie wiem, kim on jest – Ino zwiesiła posępnie głowę. – Nie wiem!

- We śnie czasami bardzo trudno przypomnieć sobie o czymś – zauważyła Szarooka. – Pamiętaj... gdy tylko się obudzisz, przypomnij sobie jego imię. To bardzo ważne jest.

- Co jeśli nie dam rady? – zapytała.

- Cóż... wtedy musisz zapytać kogoś jeszcze – Szarooka uśmiechnęła się do niej. – Powiedz... kto najwięcej ci powiedział, jednocześnie nie mówiąc nic?

Ino zerknęła zaskoczona na dziewczynę.

- Jeśli zawiedzie cię twoja pamięć, idź do tego, kto mówił zawile, lecz z sensem – zauważyła Szarooka. – To tego, kto zna potęgę tego, jednocześnie nawet nie zdając sobie sprawy o mocy tego. Musisz porozmawiać ze sprzecznością.

Młoda Yamanaka spojrzała na nią pytająco. Szarooka jednak jakby tego nie widziała.

 - Ino – zaczęła. – Czy ty... zapomniałabyś o nim kiedyś? Gdybyś już nigdy nie miała go spotkać... zapomniałabyś?

Dziewczyna zastanowiła się przez chwilę. Zapomniałaby? O nim? O mężczyźnie, który jako pierwszy tak naprawdę obudził jej serce do życia?

- Nie... – szepnęła.

Kat skinęła tylko głową z uśmiechem. Młoda Yamanaka chciała jeszcze o coś zapytać, ale Szarooka wstała i skierowała się ścieżką w stronę, gdzie znikł nieznajomy.

- Wiem, że sobie poradzisz, Ino – rzuciła jeszcze przez ramię. – Pamiętaj o imieniu, Ino! Ono jest najważniejsze!

Pomachała jeszcze dziewczynie na pożegnanie i po chwili... zniknęła.

 

~ * ~

 

Ino otworzyła oczy i nagle zerwała się z łóżka. Oddychała głęboko, starając uspokoić swoje rozszalałe zmysły.

‘Sen! Sen! – myślała gorączkowo. – Coś miałam sobie przypomnieć...’

Szybko przeanalizowała rozmowę z Szarooką. Wspomnienie dialogu było nikłe, nawet bardzo nikłe. Ale...

‘Imię!’ – zawołała w myślach tryumfalnie.

Odetchnęła głęboko, w końcu przypomniawszy sobie, co miała odnaleźć w pamięci. Od razu zaczęła przypominać sobie wydarzenie sprzed ponad dwóch miesięcy. Jak do zamknięcia sklepu zostało jej kilka minut, jak weszła dwójka nieznajomych. I mimo, że pamiętała dokładnie jakie kwiaty zamawiali i skąd Ino przyniosła towar, to nie mogła sobie przypomnieć ani jednego słowa, które wypowiadała Szarooka. Pamiętała zdanie chłopaka: „Nienawidzę czekać...”... ale nic poza tym. Cały dialog, przeprowadzony w kwiaciarni, jakby wyparował z jej umysłu.

‘I co teraz...?’ – zapytała siebie rozpaczliwie.

‘Weź prysznic...’ – poradził głosik.

Ino najpierw skrzywiła się na tak przyziemną czynność, ale po chwili przyznała rację, może po raz pierwszy, irytującemu głosikowi. Weszła do łazienki i tam umyła się i przebrała. Gdy znalazła się z powrotem w pokoju, do drzwi rozległo się pukanie.

- Proszę... – rzuciła, nadal zamyślona.

- Dzień dobry! – Deidara wszedł do pokoju w radosnym nastroju. – Mam cię zaprowadzić na śniadanie, hm!

Dziewczyna tylko skinęła głową i wyszła z pokoju wraz z artystą. Blondyn przez cały czas uśmiechał się uroczo. Oboje dotarli do kuchni, gdzie znajdowała się już pozostała część Brzasku. Ino zauważyła nowego przybysza – białowłosego chłopaka o fioletowych oczach.

- Siadajcie. – Pein zajął swoje miejsce przy stole.

Wszyscy posłusznie wykonali polecenie. Tobi rozpieczętował jakiś zwój i na stole pojawiło się śniadanie. Wszyscy ze zwykłym sobie rozgardiaszem zabrali się do jedzenia.

- Deidara... – zaczął białowłosy chłopak. – Może byś tak nas przedstawił.

- Ino to Hidan. – Deidara wskazał na białowłosego. – To Ino Yamanaka, leczyła Itachiego ostatnim czasem.

- Nie przeczę, Uchiha miał cudowną opiekę – zaczął Hidan. – A czy...

- Siedź cicho, Hidan – skarcił białowłosego Kisame. – Kat wróci i będziesz miał przechlapane.

Jashinista tylko prychnął cicho, ale posłusznie zamilkł.

- Kat wraca szybciej – zauważył nagle Pein. – Jej misja już się zakończyła i może spokojnie wrócić.

Oczy wszystkich członków Brzasku zwróciły się ku rudemu.

- Naprawdę? – zapytał Deidara.

- Wraca jutro. – Lider skinął głową. – Prawdopodobnie zdąży na obiad. Mówiła coś o nagłym przypadku w siedzibie. Nie mówiła jednak, o co chodzi. Może ktoś z was wie?

Ino dostrzegła, że Sasori drgnął nieco, ale nie odezwał się ani słowem.

- Kat wie. – cichy szept Zetsu rozniósł się po kuchni. – Kat wie i wraca. I pomoże temu wygrać.

- Zetsu? – cichy głos Lidera zwrócił się do rosiczki.

- Kat naprawi wszystko – zauważył pewnie dwukolorowy. – Kat jest nasza. Nie ma się o co martwić. Kat naprawi wszystko i to wygra. Wiesz... wiesz o tym.

Po minucie Pein westchnął tylko ciężko, ale nie zapytał ponownie. Ino zerknęła na Sasoriego. Lalkarz wpatrywał się w Zetsu, jednak dwukolorowy był zajęty swoim śniadaniem. W końcu Skorpion poczuł na sobie wzrok Ino. Młoda Yamanaka płochliwie odwróciła spojrzenie, czerwieniąc się nieco.

‘Strzeliła buraka...’ – wredny głosik w jej głowie zachichotał z zadowolenia.

Ino skarciła w myślach głos i zajęła się swoim śniadaniem.


Kwiat dziewiąty: Mak dziwnych zdarzeń

 


Ino otworzyła oczy, gdy usłyszała cichy szelest. Zauważyła, że ktoś znika w drzwiach, zamykając je powoli za sobą. Od razu rozpoznała karłowatą postać, w końcu tego osobnika nie dało się pomylić z żadnym innym.

- Sasori...? – rzuciła za nim.

Nie zatrzymał się jednak, a cichy trzask zamykanych drzwi uświadomił Ino, że lalkarz nie miał zamiaru z nią rozmawiać. Dziewczyna wstała i przypadkiem trąciła ręką coś, co nie powinno się tu znaleźć. Młoda Yamanaka spojrzała na trzymany w ręku kwiat maku. Płatki miały czerwonym kolor lata.

- Sasori... – dziewczyna wymruczała jego imię.

‘A jakże – Sasori... – potwierdził głosik. – I co z twoją pewnością, że on nic nie ma do tego twojego czekoladowego przystojniaczka?’

Ino tylko pokręciła głową. Przecież... wyglądali inaczej i kropka!

Mimo wszystko spojrzała z uśmiechem na czerwony mak. Zeskoczyła z łóżka i włożyła kwiat do dzbanka z wodą. Posiedziała kilka minut, wpatrzona w czerwień płatków, aż usłyszała szelest koca i ciche westchnięcie. Odwróciła się i zauważyła, że Itachi otworzył już oczy.

- Ja się czujesz? – zapytała go, podchodząc do niego ze szklanką wody.

 - Dobrze – odpowiedział. – Jeśli tak w ogóle można się czuć po tym, co mnie spotkało.

Ino podała mu szklankę wody, którą chłopak wypił łapczywie. Kolejny kubek zawierał płyn wzmacniający. Itachi spojrzał na niego z nieukrywaną niechęcią.  Mimo wszystko mężczyzna wypił podany przez Yamanakę płyn, krzywiąc się z niesmakiem.

Do pomieszczenia wszedł Deidara, a za nim Sasori. Ino najpierw spojrzała na blondyna. Jej wzrok osiadł na chwilę na Sasorim, a po sekundzie przeniósł się za spojrzeniem lalkarza – Skorpion patrzył prosto w tkwiący we flakoniku czerwony mak.

- Wielki Uchiha się obudził, hm! – zawołał radośnie Deidara. – No nareszcie, ty leniwy zamiataczu!

- Odezwała się blondyna spod płota – odgryzł się Itachi. – Nie podniecaj się, bo ci kłaki wypadną.

- To są moje włosy, hm! – oburzył się blondyn, gładząc palcami lśniące, długie pasma. – To, że ty masz kłaki, nie znaczy, że wszyscy mają coś takiego na głowie. Moje śliczne włoski nie mogą być od tak nazwane kłakami. Sam masz kłaki, hm!

- Wystarczy już... – chłodny głos Sasori’ego sprowadził ich na ziemię. – Dałaś mu coś na wzmocnienie, Ino?

Dziewczyna skinęła głową.

- Mieszankę wierzbową – odpowiedziała.

- Potrafisz przyrządzać napar z czerwienia? – zapytał ją.

- Tak – potwierdziła.

- Pójdziesz do Zetsu po liście – zarządził lalkarz.

- Panie Sasori... – zaczęła cicho. – Mam iść sama?

- A co? Mam cię oprowadzać? – zapytał chłodno karzeł.

Dziewczyna zmieszała się mocno.

-J a z tobą pójdę! – zaoferował się Deidara.

Chłopak chciał doskoczyć do Ino, ale powstrzymał go stalowy ogon, który zatrzymał się tuż przed jego twarzą. Ino cofnęła się o krok. Ostrze wypływało spod płaszcza Sasoriego, a sam lalkarz wpatrywał się zirytowany w Deidarę.

- Rozmyśliłem się – zauważył. – Ino, wychodzimy.

Dziewczyna tylko skinęła głową i wyszła z sali cicho wraz z lalkarzem.

- Czy ja coś przegapiłem? – zapytał Itachi.

- A bo ja wiem... – Deidara podrapał się po karku. – Mnie się pytasz, hm? Mam to samo uczucie.

Tymczasem Sasori wraz z Ino przemierzał korytarz Brzasku. Gdy znaleźli się pod drzwiami zielarni, te same otworzyły się przed nimi z cichym szelestem. Oboje, lalkarz i dziewczyna, weszli do środka. Ino od razu skierowała się ku czerwieniowi, a Sasori stanął niedaleko drzwi.

- Panie Sasori – w pomieszczeniu rozległ się głos Zetsu. – To znowu wy? Czy ona jest już nasza?

- Nie – odpowiedział chłodno lalkarz. – Nie jest.

- A twoja? – zapytał cicho Zetsu.

- Nie pieprz – Sasori poruszył się podenerwowany. – Przestań zmyślać, jak Tobi po czekoladzie.

Zetsu tylko spojrzał dziwnym wzrokiem na Ino.

- Nie twoja? – zamruczał. – Deidary?

Dziewczyna poczuła, że powietrze wokół robi się bardzo ciężkie od czyjejś złości.

- Hm... jego też nie – Zetsu pogładził palcami jakąś roślinę. – Wiesz, że Kat wie? Kat wie. Kat jest nasza, a my jesteśmy jej. Kat wie. Kat zawsze wiedziała. Kat wiedziała o wszystkim.

- Zmyślasz – syknął Sasori. – Kat nie wie.

- Ja wiem – zauważył Zetsu. – Ja to widzę. I wiem. Ty się bronisz, ale to na nic, panie Sasori. To już cię dopadło. To jest potężniejsze nawet od Kat. Kat o tym wie. Kat wie o potędze tego. Ale Kat z tym nie walczyła. Kat się poddała. Temu Kat poddała się. Nawet Kat wie o potędze tego. Skoro Kat sobie z tym nie poradziła, jak ty masz zamiar z tym walczyć, panie Sasori?

- To twoje „coś” nie istnieje we mnie – zaparł się lalkarz. – Nie pleć więc bzdur!

Zetsu tylko zaśmiał się, pozwalając, by jakaś roślina owinęła mu się wokół palców.

- Ona nie wie – zauważył cicho. – Ty jej nie powiedziałeś.

- Niby po co? – warknął lalkarz.

- Być może zmieniłoby to wszystko – stwierdził Zetsu. – Gdyby cię zobaczyła... ciebie, nie twoje dzieło. To mogłoby wygrać. To i tak wygra. Nie lepiej, żeby to wygrało wcześniej?

- Nie mam zamiaru ułatwiać czegoś czemuś, co w ogóle nie istnieje – Sasori zamruczał ze wściekłością.

- To istnieje – zaprzeczył Zetsu. – To istnieje w tobie. I jest bardzo silne, bo podsycane twoją przeszłością, panie Sasori.

- Skończyłam... – Ino pokornie stanęła przed lalkarzem.

- Nareszcie – ofuknął ją karzeł. – Nienawidzę czekać!

Skorpion skierował się ku drzwiom. Ino wyszła pierwsza, a za nią lalkarz.

- Kat wróci – zauważył Zetsu, gdy Sasori stał już na progu. – Kat wróci i pomoże temu wygrać. Wiesz, że tak będzie i ja to wiem. To wygra.

Sasori bez słowa wyszedł, a drzwi zamknęły się za nim z cichym trzaskiem. Lalkarz szedł obok Ino, powoli przemierzając kolejne metry.

- O czym mówił, pan Zetsu? – zapytała cicho młoda Yamanaka.

- Bredził – stwierdził Sasori, choć w jego głosie czuć było nutkę podenerwowania. – Bredził bez sensu. Zapomnij o tym i już więcej do tego nie wracaj.

- Tak, panie Sasori – dziewczyna zwiesiła głowę.

Lalkarz odprowadził ją do laboratorium. W środku Deidara nadal kłócił się o coś z Itachim.

- A sharingan to szajs, hm! – zauważył blondyn.

- Przynajmniej Uchiha nie mają japy na rękach – odgryzł się kruczowłosy.

- To są usta, ty ignorancie przepłoszony! – Deidara posłał mu wściekłe spojrzenie.

- Wystarczy – chłodny głos Sasori’ego znów osadził dwójkę na miejscu. – Deidara, idziesz ze mną. Ale już!

- Tak, mistrzu...

Wyszedł za lalkarzem z nietęgą miną, posyłając nieco tęskne spojrzenie ku Ino. Dziewczyna uśmiechnęła się do niego pokrzepiająco, po czym zabrała się do przygotowywania naparu.

- Coś ty narobiła, dziewczyno? – Yamanaka usłyszała pytanie Uchihy.

- Ja? A co miałam narobić? – zapytała nieco zbita z tropu.

- Nie wiem... dlatego pytam – stwierdził Itachi. – W życiu nie wiedziałem tak zazdrosnego Sasoriego. Żeby aż wyciągał ogon Hiruko na Deidarę...

- Ogon Hiruko? – zapytała Ino.

Itachi najpierw zrobił dziwną minę, a potem uśmiechnął się przepraszająco.

- Wybacz... – szepnął. – Jeśli Sasori ci nie powiedział, ja nie mogę w to ingerować. To jego decyzja, komu mówi o swoim sekrecie.

- Sekrecie? – powtórzyła dziewczyna, czując się coraz bardziej skołowana.

- Nie pytaj mnie... – Uchiha rozłożył przepraszająco ręce. – Tylko sam Sasori może ci o tym powiedzieć.

I mimo że Ino pytała jeszcze kilka razy, Itachi nie rozwiał ani jednej z jej wątpliwości.

 

Kwiat ósmy: Bratki z Deidarą


Przy stole siedziało kilka osób. Ino przyjrzała się każdemu z nich bardzo dokładnie, mając nadzieję, że wśród nich odnajdzie chłopaka o czekoladowych oczach. Już na pierwszy rzut oka nie uświadczyła go jednak w tym towarzyskie.

Spojrzała na siedzącego najbliżej chłopaka. Był to ten sam przerażający Zetsu, którego zobaczyła w zielarni. Obok niego siedział dziwny chłopak w pomarańczowej masce – jego kruczoczarne włosy rozwiane były wokół, a z jedynego otworu na oko patrzyły wokoło czarne, ciepłe tęczówki. Metr, czy dwa od niego siedział wysoki, niebieskoskóry i rekinopodobny mężczyzna około trzydziestki. Na szczycie stołu siedział Lider, a obok niego miejsce zajęła niebieskowłosa kunoichi o zimnym spojrzeniu lazurowych oczu. Deidara zaprowadził Ino na jedno z miejsc przy stole i sam usiadł obok niej. Z drugiej strony artysty usadowił się Sasori.

- Czyja dziś kolejka? – zapytał Pein.

- Hidana – odpowiedział chłopak w pomarańczowej masce. – Ale pana Hidana nie ma!

- Tobi... zajmij się dziś tym – zarządził rudy. – Migusiem.

- Już, już – zamruczał chłopak.

Wstał ze swojego miejsca przy stole i z szafek, stojących za bufetem, wyjął jakiś zwój. Rozwinął go tak, że zajął cały stół, omijając jednak zręcznie wazon z kwiatami. Chłopak złożył jedną pieczęć i w kłębie dymu pojawiły się misy z posiłkiem i czyste talerze przed każdym z członków Brzasku.

- Smacznego! – zawołał chłopak w pomarańczowej masce. – Mogę już iść?

- Jak tam chcesz – rzucił Lider.

Chłopak zabrał swoją porcję i wymknął się z kuchni. Reszta członków Brzasku wraz z Ino zaczęła jeść swój posiłek. Tylko Sasori, wpatrzony w żółte słoneczniki, nawet nie ruszył jedzenia. Młoda Yamanaka chciała o to zapytać, ale nazbyt bała się chłodnego i nieco gburowatego tonu głosu lalkarza.

W końcu posiłek się skończył i Lider wyszedł z kuchni. Po minucie zebrał się także Zetsu i Sasori. Ten drugi z dziwnym ociąganiem wychodził z kuchni tak, jakby chciał i jednocześnie nie miał zamiaru wyjść. Za nim podążył rekinowaty mężczyzna, ten jednak z pewnością miał doskonale określone swoje zamiary.

Chłopak w pomarańczowej masce radośnie okrążył stół i złożywszy kilka pieczęci, zapieczętował resztki obiadu w zwoju. Wrzucił przedmiot do koszyka, stojącego na bufecie, gdzie było już kilka podobnych zwoi i wybiegł w podskokach z kuchni.

- Powinnam chyba wracać do laboratorium... – zauważyła cicho Ino.

- Itachi będzie jeszcze spał kilka godzin – stwierdził Deidara. – A ty zapewne jesteś znudzona. Chodź, pójdziemy na salę treningową, hm. Coś ci pokażę.

Dziewczyna tylko skinęła głowa i ruszyła za blondynem. Przeszli przez korytarz, minęli laboratorium i weszli do jednego z bocznych tuneli. Deidara zaprowadził dziewczynę na jedną z sal treningowych.

Ino aż rozszerzyła oczy ze zdumienia. Pomieszczenie wyglądała jak wycięta z naturalnego krajobrazu leśna polana, a mimo to przecież Yamanaka widziała ściany i sufit. Zamiast podłogi rozpościerał się zielony dywan trawy, przetykany gdzieniegdzie kwiatami. Z jednego rogu sali wypływał strumień, ginący pod grupą skał przy innej ścianie. Z sufitu płynęły strumienie promieni słonecznych. Ino jeszcze raz spojrzała na sufit – był wysoki i dziewczyna miała wrażenie, że jest otwarty na jasne niebo. Była niemal pewna, że widzi białe chmury, płynące gdzieś w oddali.

- Ale... jak? – zapytała.

- Forma iluzji – wyjaśnił Deidara. – Tak potężne, że niemal realne.

Ino tylko patrzyła jak urzeczona na pomieszczenie. Nagle poczuła, że Brzask jest niewyobrażalną potęgą, której trudno będzie się przeciwstawić.

Tymczasem Deidara zaprowadził dziewczynę pomiędzy grupę drzew, gdzie było przyjemnie chłodno, a od promieni słonecznych chroniły ich liście dużych drzew. Wokół rosły fioletowe bratki.

- Tu jest pięknie – zauważyła dziewczyna.

- Też tak uważam – Deidara położył się na trawie, patrząc w białe chmury płynące ni to pod sufitem, ni to w nim. – Lubię tu przychodzić, hm...

Ino wciąż z niedowierzaniem rozglądała się wokoło. Dla niej to miejsce było nazbyt abstrakcyjne, by mogło istnieć w tym wymiarze. A jednak była tu wraz z Deidarą. Spojrzała na blondyna. Chłopak miał zamknięte oczy i nucił coś cicho pod nosem. Jedną nogę ułożył na zgiętym kolanie drugiej nogi. Ręce włożył pod głowę. Jasne kosmyki jego długich włosów rozsypały się po trawie, tworząc kaskadę złota.

Ino nie wiedzieć czemu nagle zaczerwieniła się mocno i odwróciła wzrok.

‘Kurczę! Czemu znowu!?’ – warknęła do samej siebie.

Jakby mało jej było ostatni przeżyć z czekoladowookim chłopakiem. Przy tamtym rudzielcu czuła, że serce nieomal wyskoczy jej z piersi, żołądek ściskał jej się we wnętrzu niemiłosiernie, czuła dzikie podniecenia i jednoczesny bezwład wobec chłopaka. A teraz?

‘Dziewczyno, opanuj się! – skarciła się w myślach. – Głupia! Mało ci?!’

- Coś się stało, hm? – usłyszała głos blondyna.

- Nie! – zaprzeczyła od razu. – Nic.

‘Nic, nic...’ – irytujący głosik w jej głowie zachichotał.

Deidara przyjrzał się jej uważnie, siedząc już prawie wyprostowanym na trawie. Dziewczyna poczuła się dziwnie dobrze pod naporem jego spojrzenia.

- Deidara! – Idyllę przerwał im chłodny głos Sasori’ego.

- Mistrzu? – Blondyn od razu poniósł się z ziemi.

- Potrzebujemy śmigaczy bezwybuchowych – zauważył karzeł. – Już.

- Przecież są u mnie, mistrzu – jęknął żałośnie blondyn. – Możecie je wziąć, hm.

- Rusz tyłek, bo nie ręczę za siebie! – warknął lalkarz. – Nienawidzę czekać, wiesz o tym! A ty, młoda, wracaj do laboratorium.

Zatrzasnął za sobą drzwi, wychodząc z sali. Deidara tylko westchnął ciężko.

- Chodź, Ino – zaczął. – Ino?

Dziewczyna przed dobrą chwilę wpatrywała się w drzwi, tak gwałtownie zatrzaśnięte przez lalkarza.

- Już... – szepnęła, wstając.

Oboje szybko opuścili salę. Deidara odprowadził Ino do laboratorium, po drodze mijając zirytowanego czekaniem Sasoriego. Młoda Yamanaka rzuciła lalkarzowi przeciągłe, pytające spojrzenie, a Skorpion nie wiedzieć czemu nagle odwrócił wzrok.

Dziewczyna weszła do laboratorium. Itachi wciąż spał. Ino sprawdziła jego ranę, ale ta wciąż była idealnie zaleczona. Mężczyzna nie miał gorączki i nic nie wskazywało, że jego zdrowiu zagraża cokolwiek. Młoda Yamanaka zawczasu przygotowała sobie napój wzmacniający dla Uchihy. Postawiła szklankę z płynem na stole, a sama usiadła na łóżku, które zajmowała, opierając się plecami o ścianę.

Dręczyło ją zaledwie jedno zdanie. Słowa Sasori’ego: ‘Nienawidzę czekać, wiesz o tym.’ Tkwiły w jej pamięci jak niezniszczalny obraz. Te słowa... wypowiedział je czekoladowooki chłopak, gdy po raz pierwszy ujrzała go w kwiaciarni.

Ale przecież to nie był Sasori. Sasori a tamten rudy chłopak to dwie inne, różne od siebie osoby. Sasori był zimny i gburowaty, a tamten chłopak...

‘...zimny i gburowaty.’ – zauważył cichy głosik w głowie Ino.

Ale tamten chłopak był cichy i milczący, a Sasori...

‘...jest cichy i milczący.’ – dokończył za nią głosik.

Ale w końcu tamten chłopak miał to dziwne spojrzenie oczu...

‘...Sasori też je ma.’ – zauważył głosik.

No ale tamten chłopak należy do Brzasku...

‘... a Sasori to co? Kwiatki na łące zbiera?’ – podsumował ironicznie głosik.

No dobra! Może i mają podobne charaktery i inne takie, ale to przecież nie wszystko! To dwie inne osoby! Przecież tamten chłopak był rudy, a Sasori nie jest. Tamten chłopak miał czekoladowe oczy, a Sasori ich nie ma. Tamten chłopak może nie był wysoki, ale nie był też karłem, jak Sasori. Sasori i czekoladowoki chłopak to dwie róże osoby!

Tym razem cichy głosik w jej głowie nie miał żadnego konkretnego kontrargumentu na obronę lalkarza. Ino skwitowała to cichym prychnięciem.

Sama czuła się dziwnie. Sasori i czekoladowooki mieli naprawdę podobne charaktery. Gdyby nie ich wygląd, można by powiedzieć, że jest to ta sama osoba.

‘Więc czemu... czemu nie zakochałam się w Sasorim?’ – zapytała sama siebie.

Potrząsnęła gwałtownie głową.

‘Jasne! Jeszcze na dodatek zabujaj się w tym gburze! – warknęła na siebie. – Mało ci z tamtym chłopakiem! Dziś przecież na dokładkę dowaliłaś sobie Deidarę! Głupia Ino! Głupia! Głupia! Głupia!’

Westchnęła ciężko. Prawdą było, że była zakochana w czekoladowookim. Zwłaszcza w tym jego spojrzeniu brązowych tęczówek. Wciąż miała przed oczyma wzrok rudego. Wyglądał na nieco zmęczonego, ale podobał się Ino w najbardziej w całym wyglądzie mężczyzny, nawet mimo jego oschłości i gburowatości - a przecież nawet nie wiedziała, jak miał na imię tamten nieznajomy!

‘A Deidara...?’ – wredny głosik podsunął nowy problem.

Deidara... Ino sama nie wiedziała, co ma myśleć o blondynie. Podobał się jej, nawet bardzo, ale... nie był czekoladowookim chłopakiem. I to nawet bardzo przeważało na jego niekorzyść.

‘A Sasori?...’ – wredny głosik zachichotał.

Sasori?... A co ten miał do tego, u licha? Przecież już było powiedziane, że nic wspólnego nie ma z czekoladowookim.

‘Pewnaś?’ – głosik wydawał się bardzo pewny siebie.

Tak! Bardzo pewna!...

...albo i nie.

Ino pokręciła głową. Na dziś miała dość rozmów z irytującym głosikiem. Znużona ciężkim dniem przymknęła oczy i po prostu zasnęła.


Kwiat siódmy: Słoneczniki Brzasku

 


Itachi otworzył swoje czarne jak smoła oczy. Znów sen... nie ma jasnych ścian laboratorium, nie ma zatroskanej Kat.

Uchiha porozglądał się wokół. Czarna łąka, czarne kwiaty, czarna trawa. Wszystko wokół miało odcienie czerni. Wszystko.

- Bracie... – usłyszał cichy szept za sobą.

- Sasuke... – zaczął, odwracając się.

Jego młodszy brat stał z ostrzem gotowym do ataku.

- Sasuke – Itachi próbował powstrzymać brata. – Ty nie wiesz...

- Zabiję cię! – warknął młody Uchiha.

Itachi zacisnął powieki i stał spokojnie, czekając na decydujący cios. Ten jednak nie nadszedł. Starszy Uchiha otworzył oczy i odetchnął spokojnie.

- Nie bój się, Itachi – Uchiha usłyszał kojący głos. – To tylko sen, słyszysz?...

- Kateńka... – wyszeptał z ulgą. – Gdzie Sasuke?

- Itachi... tu Sasuke nie było. To tylko sen – dziewczyna uśmiechnęła się do niego. – Patrz...

Ręką zakreśliła łuk w czerni przestrzeni. Za jej ręką wytrysnęły jasne i żywe barwy, zamieniając mrok w kolory dnia. Wokół zakwitły kolorowe kwiaty. Szarooka ruszyła wolno ścieżką, a Itachi pobiegł za nią.

- Co ty tu robisz? – zapytał. – To mój sen.

Dziewczyna zaśmiała się, a jej śmiech rozlegał się kojąco w umyśle Uchihy.

- Mój, czy twój... co za różnica? – wzruszyła ramionami. – To tylko sen. Jak każdy inny. Tu wszystko jest możliwe. Zobacz.

Wskazała ręką na lazurowe niebo. Jedna z puchatych, białych chmur zmieniła kształt i po niebie zaczął biegać labrador. Prawdziwy labrador.

- Śmiechowy, nie? – Szarooka się zaśmiała. – Ale te są lepsze.

Itachi podążył za jej wzrokiem i zauważył kilka barwnych, wręcz tęczowych łasiczek, biegających kółko i wykrzykujących ‘Itacz! Itacz!’.

- Niezmiernie zabawne – zauważył ponuro Uchiha, mrużąc oczy.

Kat tylko zaśmiała się w odpowiedzi.

- To twój sen... – zauważyła powtórnie.

Itachi tylko spojrzał na nią dziwnie. Po chwili spojrzał na łasiczki i wszystkie zwierzątka zamieniły się w tęczowe wilki, które biegały wokół, wyśpiewując kołysanki. Szarooka zaśmiała się szczerze, patrząc na stworzenia. W końcu doszli do stojącej przy ścieżce ławeczki, otoczonej przez duże talerze słoneczników.

- Usiądziemy? – zapytała dość retorycznie Kat.

Razem usadowili się na ławeczce, a Itachi syknął cicho. Mimo że był to jego sen, rana wciąż paliła.

- Co się stało, Itachi? – zapytała Kat.

- Walczyliśmy z Liściem – zauważył Uchiha. – Dostałem, najpierw kunai, a potem ognistą techniką. Rana nie zagoi się szybko.

- Gorączkujesz – zauważyła Kat. – A to w tym przypadku nie jest dobre. Ledwo co pozbyłeś się zakażenia, a teraz ta gorączka... może być z nią źle, Itachi.

- Kat... – zaczął nieco podenerwowany Itachi.

- Spokojnie... – Kobieta uśmiechnęła się do niego. – Zaraz to naprawimy.

Jej ręce zwinnie ściągnęły koszulę z Itachi’ego i rozwiązały bandaże. Rana nie była nawet w części zaleczona, ale nie miała zakażenia. Szarooka przyłożyła ciepłe dłonie do cięcia i zaczęła szeptać sobie tylko znane słowa. Itachi krzyknął – rana zaczęła palić go żywym ogniem.

- Itachi, spokojnie... – W jego umyśle rozległ się kojący głos Szarookiej, choć niemożliwością było, żeby kobieta mogła mówić do niego, w końcu wciąż szeptała swoje zaklęcia uzdrawiające. – Nie bój się... to minie. To chwilowe. Spokojnie, Itachi... Spokojnie... spokojnie... Itachi... to... minie... minie...

 

~ * ~

 

Uchiha Itachi otworzył czarne oczy. Tym razem zdołała zauważyć jasne ściany laboratorium. Czuł, że do oczu mimowolnie napływają mu łzy, które jednak zdusił w sobie skutecznie. Nie chciał zamykać powiek, jakby bojąc się, że jeszcze i to, co widzi, okaże się tylko mdłym snem...

- Obudził się... – jakby z daleka usłyszał znajomy mu głos. – Obudził się, hm!

- Deidara?... – wychrypiał nienaturalnym sobie głosem. – Dei?

- Wielki Uchiha w końcu postanowił się obudzić, hm – blondyn stanął przy jego łóżku. – Cóż za zaszczyt.

- Gryź glinę, artysto zakichany – odpowiedział mu Itachi, uśmiechając się pod nosem.

- Sharingan to szajs, hm – odgryzł się od razu Deidara.

Poczuł, że ktoś sprawdza jego bandaże. Zdziwił się... już dawno powinien był zobaczyć Kat, usłyszeć jej głos, uświadczyć troskę w jej oczach – ale nic z tych rzeczy nie miało miejsca.

- Deidara... – zaczął słabo. – Kat... Gdzie Kat?

-  Na misji – odpowiedział blondyn. – Kat tutaj nie ma, hm.

Itachi spojrzał na niego z mieszaniną zawodu, zaskoczenia, a nawet przerażenia.

- Nie ma? – zapytał. – Ale...

- Niech nic więcej nie mówi – do uszu Uchihy doszedł nieznany mu dziewczęcy głos. – To go tylko osłabia.

Uchiha z trudem obrócił nieco głowę i zauważył stojącą obok Deidary dziewczynę. Niebieskie oczy i blond włosy przypomniały mu kogoś, kogo znał bardzo dawno temu lub co najmniej widział dawno temu. Dziewczyna uniosła nieco jego głowę i przytknęła mu do ust kubek wody. Wypił go łapczywie, niemal dławiąc się cieczą.

- Musi odpocząć – zauważyła dziewczyna. – Wypij jeszcze to.

Uchiha znów przełknął zawartość kolejnego kubka, tym razem krzywiąc się przez cierpki smak płynu. Poczuł się senny i nim się obejrzał, znów zamknął oczy, zapadając w długi, leczniczy sen.

 

~ * ~

 

- Jak to nie ma rany, hm? – zapytał dziewczynę zaszokowany Deidara. – Przecież...

- Nie ma – przerwała mu. – Rana została całkowicie wyleczona. Nie wiem jak. Spałam, gdy obudziło mnie jego mamrotanie. Majaczył w gorączce. A potem po prostu poczułam takie nakłady chakry, o jakich jeszcze w życiu nawet nie słyszałam. Gdy sprawdziłam mu opatrunki, rany nie było. Nie wiem, jak to się stało.

Deidara podszedł do Uchihy i sam sprawdził jego stan. Przejechał palcami po bliźnie na brzuchu, patrząc na to zaszokowanymi oczyma. W końcu okrył kolegę kocem i spojrzał na Ino.

-Co mówił, hm? – zapytał. – O czym mamrotał?

- Mówił o Sasuke – odpowiedziała. – Wzywał jego imię. Nazywał go bratem. A potem cały czas szeptał o Kat...

- Kat? Jesteś pewna, hm? – drążył blondyn.

Młoda Yamanaka skinęła głową. Deidara tylko odetchnął z ulgą, uśmiechając się pod nosem.

- Takiego anioła stróża mamy zatem, tak? – szepnął. – Mała wariatka...

Do sali wszedł Sasori. Omiótł wzrokiem pomieszczenie i sam podszedł do Itachiego, sprawdzając zaleczoną już w pełni ranę.

- Kat... – wyszeptał.

Deidara tylko skinął głową w odpowiedzi.

- Ciekaw jestem jak – zamruczał lalkarz.

- Tylko sama Kat wie – rzucił blondyn. – Co teraz, hm?

- Weź młodą na obiad – zarządził Sasori. – Dziś zje z nami. Decyzja Lidera.

- Chyba nie chcesz przez to powiedzieć... – zaczął Deidara.

- Nie mam pojęcia, co planuje Pein – przerwał mu lalkarz. – Być może, że twoje oczekiwania są zgodne z prawdą Deidara. Zapewne bardzo się z tego cieszysz.

Blondyn nie wiedzieć czemu zaczerwienił się mocno. Ino zerknęła na niego zaciekawiona, ale artysta szybko opanował się i spojrzał już swoim zwykłym, radosnym wzrokiem na Yamanakę.

- Chodź, hm – zaczął. – Zaprowadzę cię do kuchni.

Dziewczyna wyszła za nim z laboratorium i znalazła się na korytarzu. Blondyn zaprowadził ją do kolejnych drzwi po drugiej stronie korytarza. Weszli do środka, w gwar, zgiełk, śmiech i rozmowy. Ino omiotła wzrokiem stół. Na długich ławach siedziało kilku członków Brzasku, a na środku stołu stał wazon z żółtymi słonecznikami.